Po uznanym powszechnie za korzystny dla interesów UE oraz eurolandu wyniku greckich wyborów, o wiele ważniejszym argumentem dla podtrzymania bardzo dobrych nastrojów na globalnym rynku kapitałowym okazały się – paradoksalnie - złe, a po części nawet fatalne dane z największych gospodarek Europy i świata, w tym niemieckiej i amerykańskiej. Stało się tak za sprawą oczekiwania globalnych inwestorów na podjęcie zdecydowanych działań banków centralnych (polegających głównie na czynności masowego dodruku pustego pieniądza) które miały by zapobiec najgorszemu.

Czy podgrzanie nastrojów na rynkach finansowych, potwierdzone sporymi wzrostami indeksów giełdowych, oparte na tego typu przesłankach, ma szansę na kontynuację, a co za tym idzie poprawę nastrojów na polskim rynku nieruchomości? 

- Biorąc pod uwagę doświadczenia lat ubiegłych, oczekiwanie przesilenia na pogrążonym w marazmie rynku nieruchomości mieszkaniowych w okolicznościach silnego odbicia na giełdach akcji ma głębszy sens. Tak było chociażby w początkowej fazie ostatniej hossy z lat 2003-2007, kiedy to rodzima mieszkaniówka po okresie długotrwałej zadyszki, zaczęła wyraźnie powracać do formy, by po trzech-czterech latach „wkręcić” uczestników rodzimego rynku nieruchomości w boom z prawdziwego zdarzenia – mówi Grzegorz Kurowski z portalu RynekPierwotny.com. Czy obecna sytuacja rynkowa zapowiada podobny scenariusz w niedalekiej perspektywie?

Argumenty za…
Indeks WIG-deweloperzy zanotował podczas trwającego giełdowego odbicia największy przyrost wartości od początku trwającej od lutego silnej fali spadkowej. Poprawiając swe notowania o ponad 10 procent naruszył istotne techniczne opory zapowiadając możliwość pojawienia się wstępnych sygnałów kupna. Tego typu odreagowanie nie może dziwić, zważywszy na bardzo atrakcyjne wyceny notowanych na giełdzie spółek deweloperskich. Czyżby pojawiła się bardzo długo oczekiwana pierwsza jaskółka znaczącej poprawy postrzegania branży deweloperskiej przez inwestorów giełdowych? 

- Bardzo ważnym czynnikiem, mającym duże znaczenie dla perspektyw krajowego rynku nieruchomości, jest obserwowane ostatnio wyraźne umocnienie złotego. Daje to nadzieje na trwałe oddalenie obaw setek tysięcy spłacających kredyty mieszkaniowe w Euro i Franku o niestabilność rat i wzrost salda zadłużenia, co w dłuższej perspektywie mogłoby stać się czynnikiem zakłócającym nie tylko spokojny sen kredytobiorców, ale przede wszystkim przewidywalność standardów funkcjonowania rodzimego sektora bankowego – podkreśla Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.

…a nawet przeciw…
Tymczasem jednak dość trudno byłoby wskazać pojedynczy konkretny przykład potwierdzający skuteczność najwyższych instancji UE w neutralizacji choćby jednego z szeregu zjawisk kryzysowych pękającego w fundamentach eurolandu. Na razie widać raczej doraźne, bardzo kosztowne, ale przynajmniej na razie mało skuteczne działania, przypominające – jak w przypadku unijnej pomocy dla hiszpańskich banków - „czeski film”, albo w przypadku Grecji leczenie kaca „klinem”, po którym ból głowy i tak powróci, tyle że najprawdopodobniej ze zdwojoną siłą. Na dziś dzień nie bardzo wiadomo jakiego rodzaju i jakiej miary działania unijnych instytucji sterujących europejskim systemem gospodarczo-finansowym musiałyby zostać uruchomione, aby perspektywy uniknięcia przez eurostrefę rzeczywistej zapaści stały się w pełni realne i wiarygodne. 

Odbicie giełdowych notowań deweloperskiego subindeksu, choć jak na ostatnie czasy znaczące, to jednak na wykresie 4-letniej głębokiej bessy branżowych tuzów stanowi zaledwie korekcyjny „ząbek”. Z kolei giełdowa „siostrzana” branża budowlana, mocno poturbowana za sprawą inwestycji infrastrukturalnych, na razie nie może się pozbierać do jakiegokolwiek ruchu, a co dopiero mówić zajęciu miejsca w „blokach startowych” giełdowej hossy.

- Czynniki, które stanowią paliwo dla obecnych wzrostów na giełdowych parkietach: strach, niepewność jutra czy też wątpliwa nadzieja, są dokładnym odzwierciedleniem przyczyn spowolnienia na rynku mieszkaniowym, którego jak na razie końca nie widać – zauważa Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.

Jakby tego było mało, coraz głośniej w mediach mówi się o rosnącym ryzyku gwałtownego osłabienia złotego, zwłaszcza w stosunku do franka szwajcarskiego (CHF). W opublikowanej przez Saxo Bank informacji, Steen Jakobsen, analityk walutowy tej instytucji, stawia tezę, jakoby ryzyko przełamania sztywnego kursu franka do Euro na poziomie 1,2 wzrosło z kilku do ponad 25 procent. Ma się to wiązać z nadmiernym obciążeniem Szwajcarskiego Banku Narodowego dotychczasową skalą interwencji, która osiąga już pułap 100 proc.

PKB Szwajcarii. W związku z tym w samej Szwajcarii uznaje się obecnie kurs EURCHF na poziomie 1,0 za „godziwy”. Gdyby miało dojść do takiej zmiany parytetu, raty kredytów we frankach oraz saldo zadłużenia w złotych z dnia na dzień skoczyłyby dla 700 tys. zadłużonych w helweckiej walucie rodzimych gospodarstw domowych o 20 proc. z perspektywą dalszego wzrostu oraz wszelkimi tego konsekwencjami.

- Pomimo więc znacznej poprawy nastrojów na giełdowych parkietach oraz pierwszej od miesięcy znaczącej zwyżki kursów spółek deweloperskich, widoki na przewidywalną poprawę kondycji krajowej mieszkaniówki są wciąż iluzoryczne, za to lista czynników ryzyka wciąż niepokojąco długa – podsumowuje Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.com.