Angela Merkel będzie musiała poluzować założenia paktu fiskalnego, jeżeli chce pomyślnie przeforsować swój sztandarowy projekt przez niemiecki parlament.

Ratyfikacja wymaga poparcia 2/3 głosów w obu izbach. W Bundestagu swoje warunki postawiła opozycyjna SPD. Domaga się od kanclerz Merkel, aby poparła francuski projekt ustanowienia podatku od transakcji finansowych oraz pakt na rzecz wzrostu, który musi oznaczać zwiększenie wydatków publicznych.

Natomiast w Bundesracie premierzy 16 rządów krajów związkowych zbudowali koalicję, która domaga się poluzowania ograniczeń fiskalnych, jakie chce im narzucić Berlin. Żądają też od Merkel wprowadzenia w życie kosztownych planów pobudzających wzrost gospodarczy w landach.

Niemiecka kanclerz odniesie się do obu warunków na szczycie UE 28 czerwca. Głosowanie w niemieckim parlamencie wyznaczyła na następny dzień, czyli 29 czerwca.

Po zawiązaniu „koalicji 16” w Bundesracie Merkel ma poważny problem. Zgodnie z paktem fiskalnym od 2014 r. deficyt strukturalny państwa (a więc bez uwzględnienia kosztów obsługi długu) nie będzie mógł być większy niż 0,5 proc. PKB. Merkel chce, aby landy przyczyniły się do osiągnięcia takiego wyniku poprzez ograniczenie własnego deficytu strukturalnego do 0,15 proc. PKB w 2014 r. i całkowitego go zlikwidowania do 2020 r.

Jak oblicza tygodnik „Der Spiegel”, to oznacza jednak, że już za rok największy land Nadrenia Północna-Westfalia musiałaby ograniczyć różnicę między dochodami i wydatkami do 900 mln euro. Władze regionu upierają się natomiast, że deficyt musi być ponadtrzykrotnie większy (3,3 mld euro). O wiele większe plany pożyczkowe mają także inne landy, w tym Hesja i sam Berlin.

Do zaciskania pasa Niemcy szykują się już od dawna. Obowiązująca od 2009 r. poprawka do konstytucji zakłada, że poczynając od 2014 r., deficyt strukturalny państwa nie może być większy niż 0,35 proc. PKB. Ale prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego wskazują, że Niemcy bez trudu mogą osiągnąć taki wskaźnik. Już w przyszłym roku rachunki państwa, nawet uwzględniając koszty obsługi długu, będą całkowicie zbilansowane. Opór landów może jednak oznaczać, że Merkel poluzuje politykę fiskalną nie tylko na poziomie regionów, lecz także władz federalnych, aby nie ryzykować utraty władzy w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Podobny układ szykuje się także we Francji: Komisja Europejska szacuje, że wprowadzenie programu gospodarczego Francois Hollande’a zwiększy deficyt budżetowy do 4,3 proc. PKB w 2013 r. zamiast obiecywanych przez Paryż 3 proc.

Rozmycie paktu fiskalnego przez francusko-niemiecki tandem nie byłoby precedensem w historii Unii. W 2005 r. Berlin i Paryż to samo zrobili z przyjętym zaledwie trzy lata wcześniej paktem o stabilności i rozwoju. Zakładał on wprowadzenie kar dla państw, których deficyt budżetowy permanentnie przekracza 3 proc. PKB. Teoretycznie. Już w 2001 r. niemiecki deficyt budżetowy wyniósł 3,1 proc. PKB. W 2002 r. wzrósł do 3,8 proc., a rok później przekroczył 4 proc. PKB. A w kolejnych latach dalej nie spadał poniżej 3 proc. PKB. Mimo to Niemcy nigdy nie zapłaciły należnej kary.

Deficyt strukturalny Niemiec nie może przekroczyć 0,35 proc. PKB od 2014 r.

Trybunał krytykuje Merkel, ale nie unieważnia jej decyzji

Niemiecki Trybunał Konstytucyjny orzekł, że kanclerz Angela Merkel, prowadząc negocjacje z partnerami europejskimi w sprawie ustanowienia Europejskiego Mechanizmu Stabilizacji (ESM), w niewystarczającym stopniu konsultowała je z Bundestagiem. Sędziowie uznali jednak, że nowe regulacje mają obowiązywać w przyszłości i nie dotyczą już podjętych przez Republikę Federalną zobowiązań. Gdyby zakwestionowali decyzje rządu, forsowany przez Berlin plan przebudowy unii walutowej ległby w gruzach.

Umyślnie zlokalizowany z dala od Berlina trybunał z Karlsruhe ma największe uprawnienia w sprawie weryfikacji zgodności z konstytucją działalności organów państwa spośród wszystkich rozwiniętych krajów świata. Składa się on z dwóch izb („senatów”), w których zasiada po 8 mianowanych na 12 lat sędziów. Nominacje należą do kompetencji Bundestagu i Bundesratu. Obecnie 4 sędziów jest powiązanych z CDU/CSU, tyle samo z SPD, a po jednym z liberalną FDP i Partią Zielonych. Zwykle po zakończeniu kadencji sędziowie wycofują się z życia politycznego, co ma być dodatkową gwarancją ich niezależności. Był jednak wyjątek: prezydentem Niemiec został w 1994 r. były sędzia TK Roman Herzog. Decyzje w ramach każdej izby są przeważnie podejmowane zwykłą większością głosów, jednak w szczególnych przypadkach wymagana jest większość 2/3.