Od początku roku zużycie ON spadło, i to aż o 8 proc. Sprzedaż benzyn zmniejszyła się tylko o 0,5 proc., zaś autogazu wzrosła o 4 proc. Najnowsze dane Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego oznaczają niepokojące odwrócenie trendu: dotąd benzyna i LPG notowały kilkuprocentowe spadki, a olej napędowy rósł rokrocznie o 4 – 8 proc.

– To efekt drogich paliw – mówi Halina Pupacz, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych. W ciągu niecałych dwóch lat ceny na stacjach poszły mocno w górę, choć siła nabywcza Polaków nie wzrosła. W efekcie w I kw. tego roku za przeciętną miesięczną pensję mogliśmy zatankować o prawie 130 litrów mniej niż jeszcze w 2010 r.

Bogdan Kucharski, prezes BP Polska, podkreśla, że dla przeciętnego Polaka zatankowanie auta do pełna to wydatek kilkunastu procent jego dochodów netto, podczas gdy dla obywatela Niemiec, Austrii czy Francji to raptem kilka procent.

Eksperci liczyli się ze spadkiem popytu, tym bardziej że od początku roku wzrosła akcyza na ON, ale nie spodziewali się aż takiego załamania sprzedaży. Z danych POPiHN wynika, że w lutym zużycie diesla spadło o rekordowe ponad 10 proc. Analitycy tłumaczą, że choć popyt na to paliwo napędzające krajową gospodarkę najmocniej uzależniony jest od wzrostu PKB (według prognoz w kolejnych kwartałach ma się utrzymać 3-proc. tempo), to stał się wrażliwy na zmiany cen.

Halina Pupacz twierdzi, że rząd ma realny wpływ na obniżenie obciążeń parapodatkowych, które są elementem poważnie wpływającym na ceny paliw. – Koszt ropy i marża rafinerii stanowią zaledwie 48 proc. ceny. Reszta to akcyza, VAT, opłata paliwowa i koszty pośrednie, w tym ok. 9 proc. ukrytych podatków, m.in. obciążenia związane z realizacją ustaw o zapasach obowiązkowych i biopaliwach – wyjaśnia prezes PIPP. Jej zdaniem konieczna jest natychmiastowa rewizja strategii dla tego sektora i obniżenie obciążeń. – Zamierzamy zwrócić się w tej sprawie do wicepremiera oraz ministra gospodarki i finansów – podkreśla Pupacz i dodaje, że dalszy wzrost cen może spowodować poważny kryzys na rynku paliw. Stacje paliw działają na minimalnych marżach, które nie pokrywają kosztów stałych, nie mówiąc o niezbędnych inwestycjach.

Ogólnopolska Izba Gospodarcza Drogownictwa twierdzi, że pierwszymi ofiarami dalszego wzrostu cen diesla będą spółki z tej branży. – Firmy, składając oferty w przetargach w latach 2008 – 2010, nie przewidziały wzrostu cen paliw o ponad 40 proc., a państwo nie zapewniło im żadnych mechanizmów dopłat i możliwości renegocjacji kontraktów – tłumaczy Wojciech Malusi, prezes OIGD. Jak zaznacza, upadłość PBG to dopiero początek, bo drożejące paliwa istotnie wpływają na sytuację finansową firm z branży drogowej. Rentowność takich przedsiębiorstw w Unii sięga 7 proc., a w Polsce – około 1,5 proc.