Komisja Europejska zatwierdziła wczoraj plan uzdrowienia finansów publicznych przedstawiony przez polski rząd. Bruksela uważa, że w 2013 r. nasz deficyt budżetowy spadnie do 2,5 proc. PKB, a więc będzie niższy niż dopuszczalny pułap (3 proc.) ustalony przez UE. KE jest równie optymistyczna w dłuższej perspektywie. Do 2015 r. Polsce uda się ograniczyć różnice między dochodami i wydatkami do 1 proc. PKB. Zdaniem KE aż 10 z 27 państw Unii w przyszłym roku nie zdoła ograniczyć deficytu poniżej 3 proc. PKB. Ale też 10 krajów Wspólnoty będzie miało mniejszy deficyt budżetowy niż Polska. Szwecja z kolei pochwali się nadwyżką.

Pierwsi do ukarania

Pierwsi do ukarania

źródło: DGP

Od 2013 r. Komisja Europejska w ramach tzw. sześciopaku będzie mogła nakładać kary finansowe na kraje, które nie wywiązały się z obietnicy uzdrowienia finansów publicznych. Będą one musiały zdeponować równowartość 0,2 proc. PKB, a jeśli w ciągu kolejnego roku nie będą wypełniały zaleceń Brukseli, kwota ta urośnie do 0,5 proc. PKB. Depozyt może przepaść na rzecz budżetu Unii, o ile przeciwko wnioskowi KE o nałożeniu kary nie opowie się kwalifikowaną większością głosów Rada UE. Problem w tym, że przepisy te są rozwadniane. Z szybkiej walki z deficytem z powodu kryzysu zostanie np. zwolniona Hiszpania, co podważa sens takich rozwiązań.

W przypadku Polski KE publikuje rekomendacje dla rządu. Jej zdaniem redukcja deficytu budżetowego doprowadzi do ograniczenia długu publicznego, choć nie tak szybko, jak to przewiduje polski resort finansów (przyjął, że zmniejszy się z 56,3 proc. PKB w 2011 r. do 49,7 proc. w 2015 r.). Ale KE zwraca uwagę, że luka budżetowa jest ograniczana głównie przez zmniejszanie inwestycji państwa, co nie sprzyja wzrostowi gospodarczemu. Dużo mniejszy jest natomiast wzrost przychodów fiskalnych. Zdaniem Komisji dynamizacja wzrostu była możliwa poprzez przeprowadzenie reform strukturalnych. Chodzi o zwiększenie zatrudnienia kobiet, co wymaga rozbudowy sieci żłobków i przedszkoli. Bruksela chwali rząd za podjęcie reformy systemu szkolnictwa wyższego, tak aby profil absolwentów lepiej odpowiadał potrzebom rynku. Za dobry krok uważa docelowe wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat. Reforma powinna jednak objąć także KRUS.

Bruksela ubolewa, że polski rząd oszczędza głównie kosztem inwestycji

Niemieckie „nein” dla unii bankowej

Komisja Europejska wezwała wczoraj do utworzenia unii bankowej w ramach strefy euro. Zgodnie z tą koncepcją Europejski Fundusz Stabilizacyjny (ESM) mógłby bezpośrednio kredytować banki. ESM zacznie działać od lipca, dysponując kapitałem 500 mld euro. Dziś może pomagać tylko państwom. Jednak kraje południa Europy są już tak bardzo zadłużone, że nie mogą zaciągać dodatkowych zobowiązań bez ryzyka wywołania paniki na rynkach. Zmiana statutu ESM wymagałaby jednomyślnej zgody 17 państw strefy euro.

O reformę apeluje zwłaszcza premier Hiszpanii Mariano Rajoy. Kondycja hiszpańskich banków jest trudna ze względu na ogromne straty na rynku nieruchomości.Sama Bankia ma w swoich aktywach złe długi rzędu 32 mld euro. Jednak w kasach hiszpańskiego rządu jest zaledwie 9 mld euro wolnych pieniędzy. Rząd nie chce pożyczać dodatkowych środków na rynkach finansowych z powodu wysokiej (6,5 proc.) rentowności hiszpańskich obligacji. Z kolei na początku tego tygodnia Europejski Bank Centralny odrzucił pomysł Rajoya, aby Bankia otrzymała preferencyjne kredyty od EBC pod zastaw hiszpańskich obligacji. Pomysł unii bankowej nie uspokoił rynków, bo jego realizacja jest wątpliwa.

W szczególności zmianie statutu ESM sprzeciwiają się Niemcy. Berlin obawia się, że w takim przypadku straci kontrolę nad sposobem wydatkowania pieniędzy z funduszu stabilizacyjnego. Zespół komisarzy dyskutował wczoraj także nad możliwością przesunięcia o rok (do 2014) terminu, w którym Hiszpania miałaby ograniczyć deficyt budżetowy poniżej 3 proc. PKB. W 2011 r. dziura w budżecie państwa wyniosła aż 8,5 proc. PKB.