Wprawdzie ekonomiści, z którymi rozmawiał DGP zapewniają, że szanse na opuszczenie przez Grecję strefy euro nie są większe niż 50 proc., jednak już szykują scenariusze na tę katastrofę. – Wierzę w determinację Greków. Jeśli reformy się jednak nie udadzą, nie wykluczam, że w perspektywie roku, dwóch lat kraj ten zostanie zmuszony do wystąpienia ze strefy euro – mówi Piotr Bujak, główny ekonomista grupy Nordea.

W jakim stopniu uderzy to w polską gospodarkę, zależeć będzie od tego, na ile kontrolowane będzie to wyjście oraz czy przed zarażeniem „grecką chorobą” uda się uratować Hiszpanię i Portugalię. Ale że uderzy, jest pewne. – Z sektora przedsiębiorstw w pierwszej kolejności odczują to eksporterzy z branży motoryzacyjnej, producenci aut, komponentów i podzespołów. Prócz nich wytwórcy dóbr konsumpcyjnych: mebli, sprzętu RTV/AGD, wykończenia wnętrz etc. – mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan. Stanie się tak dlatego, że na wyjściu Grecji ze strefy euro najbardziej ucierpią nasi główni partnerzy handlowi.

Wsparciem dla eksporterów może być wówczas osłabienie złotego, ale dotyczy to tych dużych, których stać na kosztowne zabezpieczenie przed ryzykiem kursowym. – W tym scenariuszu nie można wykluczyć tak dużych wahań i osłabienia złotego, jak na początku 2009 r. – uważa Ignacy Morawski, główny ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości.

Duże wahania kursu mogą zniszczyć małych eksporterów. I spowodują, że duże firmy będą miały ograniczony dostęp do kapitału. Klientom indywidualnym wzrosną natomiast raty kredytów w walutach. To negatywnie wpłynie na konsumpcję, a tym samym na inwestycje przedsiębiorstw, przez co pogorszeniu może ulec sytuacja na rynku pracy. W efekcie gospodarstwa domowe będą miały jeszcze mniej pieniędzy na zakupy – koło zaczyna się zamykać. – W przejściowym okresie, który może potrwać pół roku, nie wykluczyłbym kursu 4,50 – 4,70 zł za euro – podkreśla Łukasz Tarnawa, główny ekonomista BOŚ Banku. A to podbije nam inflację.

Powód osłabienia złotego będzie ten sam, jaki powraca co parę miesięcy od 2009 r. – ucieczka inwestorów do bezpiecznych przystani. – W efekcie nastąpi wzrost rentowności polskich obligacji i niższy napływ kapitału zagranicznego – zauważa Adam Czerniak, ekonomista Kredyt Banku.

Skarb Państwa już wprawdzie zrealizował dwie trzecie potrzeb pożyczkowych, nie będzie więc problemu z finansowaniem, ale kosztem jego obsługi. – Przy realizacji najgorszego ze scenariuszy trudno nam będzie zejść z deficytem do 3 proc. PKB i z długiem do 55 proc. Będziemy mieli do czynienia z hamowaniem wzrostu gospodarczego do poziomów z 2009 r. – podkreśla Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek.

Ekonomiści wyrażają jednak nadzieję, że jeśli Unia przy silnym wsparciu Europejskiego Banku Centralnego wypuści Grecję ze strefy euro, to tylko w sposób kontrolowany, i że nie dopuszczą, by zaraza bankructwa dotknęła innych państw.

Przez grecki kryzys gospodarka będzie hamowała tak jak w 2009 r.