W dzień po tym, gdy finansowy regulator Norwegii oświadczył, że największym zagrożeniem dla gospodarki jest przegrzanie miejscowego rynku nieruchomości, gubernator Norges Bank, Oeystein Olsen dowiódł, że nie pozwoli na dalsze wzmocnienie korony dokonując 14 marca ciecia głównej stopy procentowej banku o ćwierć punktu procentowego do 1,5 proc. 

Kraj może już wkroczył w „bańkę mieszkaniową” – twierdzi Robert Shiller, współtwórca indeksu cen nieruchomości S&P/Case-Shiller (SPCS20), który przewidział krach na amerykańskich rynku łatwych kredytów hipotecznych (subprime mortgage). Polityczny decydenci już powinni „zacząć się obawiać” – powiedział Shiller w styczniu w wywiadzie udzielonym w Kopenhadze. Norweski nadzór finansowy zalecił w tym tygodniu bankom tworzenie buforów kapitałowych na wypadek wzrostu strat, gdyż polityka monetarna banku centralnego w kreowaniu stóp nadal podsyca nierównowagę na rynku kredytowym.

Bank „ma świadomość wpływu stóp procentowych na ceny nieruchomości” – oświadczył Olsen w wywiadzie z 14 marca – ale nie ma żadnych oznak bańki „w klasycznej postaci”.

Bogactwo Norwegii przyciąga inwestorów na lokalny rynek walutowy, posyłając w tym miesiącu koronę na najwyższy poziom od dziewięciu lat i ograniczając możliwości banku centralnego w zakresie podnoszenia stóp procentowych.

W piątek po południu korona wzmocniła się w Oslo o 0,1 proc. do 7,5529 wobec euro. Olsen skoncentrował się na kwestii drożejącej korony od czasu gdy Szwajcarki Bank Narodowy we wrześniu ubiegłego roku rozpoczął swoją walkę o zbicie wartości franka wobec euro. A to skłoniło inwestorów uciekających przed kryzysem zadłużeniowym w strefie euro do lokowania kapitałów na alternatywnych rynkach. „Miejmy nadzieję, że Norwegia nie będzie kolejną Szwajcarią” – mówi John Hydeskov, główny analityk Danske Bank w Londynie.

Ceny domów, które w skali rocznej nie spadały od 2008 roku, podskoczyły w zeszłym miesiącu o 7 proc. do rekordowego poziomu. Z danych banku centralnego wynika, że wartość nieruchomości w Norwegii rosła od 1992 roku dwukrotnie szybciej od dochodów ludności. Shiller, który jest również profesorem ekonomii na Yale University, ostrzega, że ceny nieruchomości w Norwegii „poszły w górę znacznie bardziej niż kiedykolwiek miało to miejsce w USA”.