Przede wszystkim – przewidywalność. Żeby przygotować się na gorsze czasy, trzeba je przewidzieć. Uczestnicy debaty DGP nie byli całkiem zgodni co do tego, czy w epoce gigantycznych i tak szybkich jak jeszcze nigdy przepływów finansowych w światowej gospodarce da się to zrobić, by odpowiednio wcześniej zadbać o swoje bezpieczeństwo.

Kapitał wędruje dziś z szybkością i w wartościach jeszcze do niedawna niewyobrażalnych i dlatego tak trudno cokolwiek przewidzieć

– Każdy kryzys można przewidzieć, jeśli się rozpoznaje istotę zjawiska, które go powoduje. Od lat mówiło się o globalnych nierównowagach, które kiedyś musiały wywołać reakcję łańcuchową. Rynkowi wydawało się, że podstawowe reguły nie działają, i kryzys wybuchł z większą siłą, bo nie było prób przeciwdziałania nierównowadze. Tak duży kryzys jest mierzony nie 20-miesięcznym cyklem koniunkturalnym, lecz w skali 10 czy 15 lat. Jesteśmy nadal dalecy od rozwiązania, a jak to bywa w procesach naprawczych, jednym idzie lepiej, drugim gorzej i w znacznie dłuższym czasie. Polska jest wśród krajów, które przeszły ten proces, a że punkt wyjścia był lepszy niż w wielu innych, to biznes może teraz być zadowolony – mówi Jan Krzysztof Bielecki, przewodniczący Rady Gospodarczej przy premierze.

Wielka niewiadoma

Inne jest podejście prof. Leszka Pawłowicza z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową i Gdańskiej Akademii Bankowej. – W ekonomii regularny jest tylko cykl świński – tłumaczy. – Niezmienne są bowiem zjawiska biologiczne, takie jak czas trwania ciąży u macior i czas tuczenia. Rolnicy inwestujący w hodowlę świń z powodu wysokich cen mięsa dwa lata później doznają zawodu, gdy ceny spadają, bo wszyscy naraz usiłują sprzedać mięso. Wszystkie inne cykle w ekonomii zawsze były nieregularne, czy to długie cykle Kondratiewa, średnie Juglarowskie czy krótkie cykle Kitchina. Te cykle nakładają się na siebie, tworząc mocno zagmatwany obraz. Do tego doszedł jeszcze nowy ważny czynnik: od II wojny światowej narasta ryzyko. Jeśliby je mierzyć zmiennością na rynkach akcji, cenami surowców czy walut, to podwaja się ono mniej więcej co 20 lat – dodaje. – Pewne jest tylko to, że w tym nieprzewidywalnym splocie różnych cykli mamy dodatkowo znacznie większe ryzyko niż to, z którym mieliśmy historycznie do czynienia. W naszych czasach ktoś, kto próbuje stworzyć strategię, musi sobie zdawać sprawę z nieregularności i znacznie większego w porównaniu z niedaleką przeszłością ryzyka. Zmienił się ponadto mechanizm cyklu: niewypłacalność bierze się z instytucji finansowych, przenosi się na państwa i wraca na rynek finansowy. Interwencjonizm dodatkowo wypacza cykle ekonomiczne i utrudnia przewidywanie, co się będzie dalej działo. Dlatego priorytetem są obecnie kwestie związane z budowaniem bezpieczeństwa finansowego, którym poświęcony jest Europejski Kongres Finansowy odbywający się corocznie w ostatnim tygodniu maja w Sopocie – mówi prof. Pawłowicz.

Czym dzisiaj obserwowane kryzysy różnią się od tych, które znamy z przeszłości? – Żyjemy w świecie kryzysów kaskadowych, jeden wywołuje następny. Przyczyna jest prosta: świat jest bardzo połączony, zarówno w sferze informacji czy logistyki, jak i w sferze finansów. Widać to na przykładzie systemu SWIFT, który założyło w 1973 r. 240 instytucji finansowych. Miał dziennie przesyłać 300 tys. przekazów, które miały w pół godziny docierać do odbiorców. Dziś ten system ma 8300 użytkowników i przesyła dziennie 15 mln przekazów, które docierają w parę sekund. Od 1993 do 2006 r. ich wartość zwiększyła się ośmiokrotnie. To pokazuje, że kapitał wędruje dziś z szybkością i w wartościach jeszcze do niedawna niewyobrażalnych i dlatego tak trudno cokolwiek przewidzieć. Nie można zaplanować strategii na pięć lat i na tym poprzestać. Konieczny jest stały monitoring bardzo wielu zmiennych – zauważa Jacek Krawiec, prezes PKN Orlen.