Grecja ma przed sobą jasny wybór w sprawie powrotu do wzrostu gospodarczego. Może dalej realizować obecny kurs niekończących się posunięć oszczędnościowych mających na celu wdrożenie wewnętrznej dewaluacji. Dla kraju, który nie ma kontroli nad kursem waluty, to jedyny sposób na odzyskanie konkurencyjności wobec innych krajów – prezentuje swoje wywody amerykańska ekonomistka na łamach agencji Bloomberg.

Ale ta opcja najpewniej pociągnie za sobą całe dziesięciolecia tkwienia w depresji i dlatego z politycznego punktu widzenia nie da się jej obronić. Niedawno przez Grecję przetoczyła się fala głębokich protestów społecznych, które mogą powrócić. Reformy mogą być zwalczane niemal za każdym rogiem i sytuacja może jeszcze bardziej się pogorszyć. Alternatywą dla wewnętrznej dewaluacji jest ogłoszenie przez Grecję własnego bankructwa i porzucenie wspólnej waluty. Nowa drachma zagwarantuje masową deprecjację, zapewniając wzrost konkurencyjności Grecji niemal w ciągu jednego dnia – argumentuje Megan Greene. 

Wyjście ze strefy euro nie jest łatwą opcją. Może pociągnąć za sobą niewypłacalność państwowego długu, run na banki, bankructwa banków oraz wprowadzenie kontroli kapitału. Ale wszystko wskazuje na to, że do tego może dojść bez względu na to, czy Grecja wytrwa przy euro, czy też z niego zrezygnuje. I jeśli te wszystkie najgorsze skutki porzucenia euro mają i tak dojść do głosu, to Grecy mogą  także skorzystać na faktycznej, nominalnej dewalucji.

Greene analizuje działy greckiej gospodarki, które mogłyby skorzystać na faktycznej dewaluacji. I dochodzi do wniosku, że poza turystyką zapewniającą 18 proc. PKB kraju – obecnie klientów Atenom odbierają  Turcja i kraje Afryki Północnej - skorzystałyby na tym także rolnictwo, przemysł przetwórczy i przemysł farmaceutyczny.

Nadto, obecnie tylko tzw. troika – EBC, Komisję Europejską i MFW – jest w stanie wymusić na Grecji przystąpienie do reform, za co Ateny dostają nagrodę, czyli wsparcie finansowe. Natomiast po rozwodzie ze strefą euro reformy staną się dla Grecji rzeczywiście sprawą życia i śmierci. I lepszej motywacji dla polityków i społeczeństwa chyba się znajdzie – konkluduje amerykańska