Wciąż nie wiadomo, czy polskie elektrownie będą zwolnione z obowiązku kupowania całości uprawnień do emisji CO2 już od 2013 r. To oznacza, że szykowane inwestycje w energetyce węglowej, a nawet gazowej, jeszcze poczekają, bo nie wiadomo, czy będą opłacalne.

– Wymieniamy korespondencję, ale mam wrażenie, że nasi koledzy z Brukseli nie spieszą się z podjęciem decyzji – mówi Marcin Korolec, minister środowiska, powątpiewając, czy Polska otrzyma odpowiedź do końca marca.

Na rozpatrzenie polskiego wniosku derogacyjnego Komisja Europejska ma sześć miesięcy. Dokumentacja zawierająca wykaz instalacji wytwarzających energię elektryczną, które rząd objął systemem bezpłatnych uprawnień do emisji w okresie rozliczeniowym wraz z proponowaną dla tych instalacji liczbą uprawnień do emisji, trafiła do Brukseli z końcem września 2011 r. Czas upływa więc z końcem tego miesiąca. W tym terminie jednak odpowiedzi nie będzie. – Komisja zażądała dodatkowych informacji do połowy stycznia 2012 r. i ma teraz sześć miesięcy na ocenę wniosków oraz dodatkowych informacji przed wydaniem opinii – poinformowało nas biuro prasowe komisarz ds. działań w dziedzinie klimatu Connie Hedegaard.

Ta deklaracja oznacza, że KE liczy czas dopiero od stycznia 2012 r., a nie od września 2011 r. Zdaniem Marcina Korolca dodatkowa runda pytań w ogóle nie była potrzebna.

– Pytania, jakie otrzymaliśmy z Komisji, nie zasługiwały na korespondencję. Dotyczyły np. numeru statystycznego poszczególnych elektrowni. Można było o to zapytać przez telefon albo wysłać e-mail – uważa minister środowiska.

O derogację, oprócz Polski, starają się także m.in. Czechy, Węgry, Bułgaria i Rumunia. – Mamy słowne przyrzeczenie, że polski wniosek będzie jednym z pierwszych, który zostanie oceniony i zatwierdzony – zapewnia Korolec. – Przy każdej okazji poruszamy ten temat na poziomie eksperckim czy politycznym – dodaje.

Zwłoka ze strony unijnych urzędników zdaniem niektórych ekspertów może być zapowiedzią odrzucenia polskiego wniosku. – To byłby dramat. Jeśli Bruksela odrzuci nasz plan inwestycji, to już w 2013 r. może dojść do skokowego wzrostu cen energii elektrycznej – mówi prof. Krzysztof Żmijewski, ekspert w branży energetycznej.

Na tym nie koniec komplikacji, bo bez derogacji budowanie nowych bloków węglowych, które za 5 – 7 lat mają zastąpić stare elektrownie, nie będzie opłacalne, nawet przy tak niskich cenach emisji CO2 jak dziś. Za 1 tonę CO2 trzeba zapłacić ok. 8 – 9 euro. – Nikt nie da przecież gwarancji, że za kilka lat ceny nie wystrzelą, i może zabraknąć pieniędzy na spłacanie kredytów zaciągniętych pod budowę – mówi DGP szef jednej z dużych polskich elektrowni szykującej wielomiliardowe inwestycje.