Z uśrednionej prognozy ekonomistów wynika, że sprzedaż detaliczna w styczniu wzrosła w porównaniu ze styczniem 2011 r. o 13,3 proc., wobec 8,6 proc. w grudniu. Jeśli te oczekiwania się potwierdzą – GUS dane opublikuje w najbliższy czwartek – to będzie to kolejna, po informacji o płacach, zatrudnieniu i produkcji przemysłowej pozytywna informacja płynąca z polskiej gospodarki.

– Nasze oczekiwania są nawet wyższe od rynkowej mediany. Prognozujemy wzrost sprzedaży detalicznej na poziomie 13,8 proc. Będzie to efekt niskiej ubiegłorocznej bazy związanej z wprowadzeniem od stycznia podwyżki VAT – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE. Największego odbicia spodziewa się w tych segmentach, które w ubiegłym roku zaliczyły najwyższe spadki, np. sprzedaży samochodów.

Wysoką dynamikę powinniśmy również zobaczyć w sprzedaży żywności i paliw, co jest związane głównie ze wzrostem ich ceny. – Na korzyść wyników sprzedaży detalicznej w styczniu tego roku oddziaływać będzie także większa niż przed rokiem liczba dni handlowych – wyjaśnia Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego. Przyznaje, że dane płynące z polskiej gospodarki jak na razie są dużo lepsze niż oczekiwania artykułowane przez ekspertów jeszcze pół roku, a nawet trzy miesiące temu.

GUS podaje dane o sprzedaży detalicznej w dużych sklepach – czyli tych zatrudniających powyżej 9 osób. Ekonomiści spodziewają się, że dokładnie tak samo, jak to miało miejsce w ubiegłym roku, największe wzrosty odnotuje pozycja „pozostałe”, czyli sprzedaż w obiektach wielkopowierzchniowych – hipermarketach, marketach budowlanych. – A to nie świadczy jeszcze o rosnącej konsumpcji, która w ostatnim kwartale 2011 r. znacząco hamowała – podkreśla Piotr Kalisz.

W ubiegłym roku dynamika konsumpcji spadła z ponad 3,54 proc. w pierwszym kwartale do ok. 2,2 proc. w ostatnim.

– Oczekujemy, że w pierwszym kwartale tego roku w porównaniu z ostatnim ubiegłego wzrośnie o ok. 0,5 pkt proc – do 2,7 proc. W drugim do 3,3 proc., co będzie związane z większym spożyciem z powodu turnieju Euro 2012. W drugim półroczu konsumpcja powinna wyhamować do 2,4 – 2,6 proc. – mówi Michał Rot, ekonomista PKO BP.

W jego przekonaniu nie oznacza to jednak załamania, a tylko stabilizację wzrostu po wielu latach niemal nieprzerwanych (oprócz 2009 roku) bardzo wysokich dynamik.

– W tym roku banki bardzo ograniczyły dostęp do kredytów, i to zarówno hipotecznych, jak i konsumpcyjnych. A to oznacza, że gospodarstwa domowe będą się finansowały z bieżących dochodów i oszczędności. W tej sytuacji osiągnięcie tempa wzrostu spożycia indywidualnego powyżej 3 proc. będzie bardzo trudne – tłumaczy Michał Rot.