Według naszych ustaleń gigantyczna umowa zostanie podpisana najprawdopodobniej na początku przyszłego tygodnia. Strony wciąż pracują nad ostateczną wersją dokumentu. Jeśli osiągną porozumienie, dostawy lubelskiego węgla ruszą od momentu uruchomienia nowego bloku. Elektrownia Kozienice należąca do Enei, jednej z czterech państwowych grup energetycznych, zamierza ukończyć inwestycję pod koniec 2016 r. Nowy blok będzie miał nawet 1000 MW mocy, a to oznacza, że Bogdanka rocznie będzie wysyłać do Kozienic 2,5 mln ton węgla. Według obecnych cen jest to łącznie 15 mld zł.

– Bogdanka to uznany partner i do tego tańszy niż śląska konkurencja – mówi Tomasz Duda, analityk Ipopemy. – Nie jest zaskakujące, że spółka bez problemu znajduje nabywców na węgiel, którego produkcja zacznie rosnąć już od tego roku – dodaje.

górnik

górnik

źródło: ShutterStock

Bogaty portfel

W związku z uruchomieniem wydobycia w Polu Stefanów Bogdanka planuje w 2012 r. zwiększenie produkcji z niespełna 6 mln ton do ok. 8 mln ton i ponad 11 mln ton rocznie z końcem 2013 r. Wydatki inwestycyjne na ten cel w ciągu trzech lat wyniosły ok. 1,7 mld zł. Podwojenie produkcji pozwoli Bogdance podnieść udziały w rynku węgla energetycznego do blisko 15 proc. Dziś to ok. 8 proc.

Jeżeli umowa z Kozienicami wypali, będzie to kolejny łup na energetycznym rynku lubelskiej spółki. Przed kilkoma tygodniami Bogdanka podpisała długoterminowy kontrakt z Janem Kulczykiem, który w pomorskim Pelplinie planuje stawiać pierwszą w Polsce prywatną elektrownię o mocy 2000 MW. Łączna, szacunkowa wartość zawartej umowy, według tegorocznych cen, wynosi 10,3 mld zł przy założeniu, że dostawy będą trwały przez pełne 21 lat. Inwestycja będąca oczkiem w głowie polskiego miliardera ma jednak kłopoty z uzyskaniem prawomocnej decyzji środowiskowej.

O takich problemach w Kozienicach nie ma mowy. Kierownictwo elektrowni dysponuje już kompletem zgód i szykuje się na wpłynięcie ofert od firm ubiegających się o prawo do budowy nowego bloku za ok. 5 – 5,5 mld zł. Termin na ich składanie upływa 7 marca.

W portfelu Bogdanki znalazł się także wieloletni kontrakt na dostawę węgla dla planowanego bloku Elektrowni Ostrołęka, należącego do Energi. Trzy gigantyczne kontrakty oznaczają, że Bogdanka została królem polowania na dostawy dla nowych inwestycji w energetyce.

Ponieważ jednak wydobycie będzie rosnąć już od tego roku, a nowe moce ruszą najwcześniej za 5 – 6 lat, pod koniec 2011 r. spółka postarała się o serię aneksów do obowiązujących wieloletnich umów na dostawy węgla do największych odbiorców, m.in. Elektrowni Ostrołęka, Połańca ze stajni francuskiego GDF Suez czy Kozienic. Dzięki nim zwiększy sprzedaż już teraz.

Węgiel dla wybranych

Świetna passa cieszy Mirosława Tarasa, prezesa Bogdanki. – Spółka dzięki swojej efektywności jest najbardziej konkurencyjna na rynku węgla energetycznego w Polsce – mówi szef Bogdanki. Rzeczywiście, branża ceni węgiel z Lublina m.in. za jego wysoką jakość i niewygórowaną cenę. Kopalnia starannie dobiera sobie partnerów. – Współpracujemy na rynku wyłącznie z silnymi i stabilnymi podmiotami – mówi Mirosław Taras.

Bogdanka patrzy w przyszłość ze spokojem, bo według szacunków Międzynarodowej Agencji Energii oraz prognozy Ministerstwa Gospodarki, udział węgla kamiennego w strukturze zużycia paliw dla energetyki w Polsce pozostanie na niezmienionym poziomie co najmniej do 2020 r. A co potem? Przewidywany wzrost zużycia energii przez gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa do roku 2030 r. ma wynieść 44 proc. w porównaniu z 2005 r., a to oznacza, że zapotrzebowanie na węgiel nie będzie malało.

Maszynka do robienia pieniędzy

Bogdanka to najnowsza i najbardziej nowoczesna kopalnia węgla w Polsce od 2009 r. notowana na GPW. Po trzech kwartałach 2011 r. kopalnia zatrudniająca 4,2 tys. pracowników miała prawie 866 mln zł przychodów ze sprzedaży, a jej zysk netto przekroczył 88 mln zł.

W branży Bogdanka uznawana jest za maszynkę do zarabiania pieniędzy. Ponad rok temu próbował ją przejąć czeski milioner Zdenek Bakala. I chociaż wyłożył na stół 3,4 mld zł, zarząd spółki zaserwował Czechowi czarną polewkę, twierdząc, że wycena nie jest godziwa. I miał rację, bo Bakala dawał 100,75 zł za akcję, podczas gdy wczoraj za jeden papier Bogdanki trzeba było zapłacić blisko 110 zł. A to oznacza kapitalizację spółki na poziomie około 3,7 mld zł.