Jak tłumaczy Janusz Czarzasty, prezes Izby Domów Maklerskich, opłaty pobierane przez brokerów i giełdę przez lata były ze sobą ściśle powiązane.

– Zmiana poziomu prowizji naliczanych przez brokerów od klientów pociągała analogiczną zmianę opłat pobieranych przez GPW. W ostatnich latach krajowe domy maklerskie, w związku z rosnąca konkurencją ze strony zagranicznych instytucji, obniżały poziom swoich prowizji. Niestety za obniżką opłat pobieranych przez brokerów od klientów nie nastąpiła obniżka opłat na rzecz GPW, które pozostają jednymi z najwyższych w Europie – twierdzi Czarzasty. Tymczasem sytuacja na rynkach kapitałowych się pogorszyła. Coraz częściej notujący straty klienci naciskają na domy maklerskie, aby te znowu obniżyły opłaty.

Izba Domów Maklerskich od kilku miesięcy prowadzi w tej sprawie rozmowy z zarządem giełdy. – Złożona przez izbę propozycja nie została zaakceptowana przez giełdę. Zaproponowana przez GPW obniżka ma charakter symboliczny i znacznie odbiega od propozycji izby – mówi Czarzasty. Przedstawiciele Giełdy Papierów Wartościowych nie chcieli w piątek komentować sprawy.

Jeśli nie będzie porozumienia z GPW, opłaty dla klientów wzrosną

Izba twierdzi, że podjęła kroki, które umożliwią domom maklerskim przeniesienie znacznej części biznesu na inne giełdy. Przedstawiciele środowiska maklerskiego nieoficjalnie przyznają, że jeśli porozumienia z zarządem warszawskiej giełdy nie będzie, ucierpią ich polscy klienci, bo opłaty za transakcje będą musiały wzrosnąć. O skali podwyżek maklerzy na razie nie chcieli rozmawiać.

Obecnie prowizje domów maklerskich przy transakcji dotyczącej akcji sięgają od 0,25 do 0,4 proc. wartości zlecenia, przy czym nie mniej niż określoną kwotę (waha się w zależności od domu maklerskiego między 2,10 zł a 10 zł). W przypadku obligacji jest to od 0,08 do 0,25 proc. kwoty zlecenia. Przy zawieraniu transakcji na kontraktach terminowych (na zmianę różnic kursowych) trzeba oddać domom maklerskim 5,5 – 10 zł.