Francuzi zarzucają nam, że nie składamy się na ratowanie strefy euro. Niemcy tłumaczą, że musieli ulec Paryżowi kosztem Warszawy. Rząd Tuska po cichu szykuje odwrót od umowy międzyrządowej dotyczącej paktu fiskalnego.
Publikacja: 13 stycznia 2012, 09:42 Aktualizacja: 13 stycznia 2012, 09:55
Polska poparła wszystkie rozwiązania proponowane przez duet Merkel – Sarkozy w pakcie fiskalnym, jednak jej postulat – dopuszczenie do udziału w szczytach strefy euro – nie został zaakceptowany. Premier Donald Tusk przekonuje, że negocjacje trwają i nie można jeszcze mówić o porażce. Po cichu rząd dystansuje się od umowy międzyrządowej.
O niekorzystnych dla Polski rozwiązaniach pisaliśmy we wtorek jako pierwsi. W środę negatywnie projekt umowy recenzowali polscy eurodeputowani, rząd i unijny komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski. Teraz gabinet Tuska zastanawia się, czy w ogóle go podpisać. – Decyzja w sprawie podpisania paktu zapadnie, gdy zobaczymy jego ostateczną wersję – usłyszeliśmy z otoczenia ministra finansów. Jak wynika z informacji „DGP”, nie ma mowy o wycofaniu się Polski z obietnicy pożyczki dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego mającej pomóc w stabilizacji strefy euro. A to właśnie niedorzucanie się do ratowania strefy jest koronnym argument w rugowaniu Polski ze szczytów strefy euro.
Najważniejszy z punktu widzenia Polski postulat: statusu obserwatora dla państw spoza strefy euro w obradach państw unii walutowej, nie zyskał na razie aprobaty. A ponieważ reszta rozwiązań odnosi się do państw strefy euro, polskie władze zastanawiają się nad sensem przystąpienia do paktu, z którego i tak nie mogłyby skorzystać, dopóki nie wprowadzą euro.
Klimat negocjacyjny nie jest dla Polski korzystny. Dania, która przewodzi pracom UE, zainteresowana jest szybkim zakończeniem rozmów. Ale – mimo promowania w UE retoryki jedności Unii – nie jest zainteresowana walką o udział państw bez euro w szczytach unii walutowej. Umowie międzyrządowej będzie poświęcony szczyt UE 30 stycznia. Podpisanie planowane jest do marca.
Sebastian Dullien niemiecki analityk z European Council on Foreign Relations
W sprawie nieuwzględniania postulatów Polski dotyczących uczestnictwa w szczytach strefy euro kanclerz uległa żądaniom Nicolasa Sarkozy’ego. Tak naprawdę organizowanie osobnych szczytów przywódców państw strefy euro jest jedynym poważniejszym ustępstwem Berlina wobec Paryża w tych negocjacjach. Chodziło o to, aby uniknąć wrażenia „niemieckiego dyktatu” wobec Francji. Ale są też względy merytoryczne. Państwa strefy euro mają własne, odrębne problemy, które powinny omawiać we własnym gronie: jak ratować Grecję, jaka powinna być strategia EBC, jak powinien działać Europejski Mechanizm Stabilizacji. Polska do tej pory nie brała udziału w kosztach ratowania Grecji czy finansowaniu ESM i jest normalne, że nie może mieć takiego samego wpływu na te zagadnienia jak kraje, które ponoszą z tego tytułu wysokie obciążenia.
Kanclerz Merkel bardzo długo chciała, aby plan ratunkowy dla strefy euro był przygotowywany przez wszystkie kraje Unii Europejskiej, a w szczególności Wielką Brytanię i państwa skandynawskie. Uznawała, że kraje te mają podobny sposób myślenia do niemieckiego. To postrzeganie zmieniło się jednak z powodu zachowania premiera Davida Camerona na ostatnim szczycie w Brukseli. Podczas gdy przywódcy UE chcieli skoncentrować się na ratowaniu euro, Cameron upierał się przy ochronie interesów City, co Merkel uważała za sprawę drugorzędną.
Nicolas Veron francuski ekonomista z Instytutu Bruegla
Francji zależało na wykluczeniu ze szczytów państw strefy euro krajów, które nie należą do unii walutowej, przede wszystkim ze względów emocjonalnych. Nicolas Sarkozy, podobnie jak większość francuskich elit, jest przekonany, że wpływy Paryża były o wiele większe, gdy Wspólnota obejmowała niewiele krajów, i chce intuicyjnie wrócić do tamtych czasów. Wschód Europy w UE osłabia geopolitycznie Francję na rzecz Niemiec. Więcej: dla francuskiego prezydenta poszerzenie Unii było błędem, a francuskie nadzieje na specjalne stosunki polityczne między Polską i Francją się nie spełniły.
We francuskim zamyśle odrębne szczyty przywódców euro nie mają jednak przełożyć się na budowę odrębnej, mniejszej Unii. Przeciwnie: pod naciskiem Sarkozy’ego z projektu paktu fiskalnego wykreślono wszystkie te elementy, które wyróżniały go z obecnych uregulowań prawa europejskiego w tym obszarze (szczególnie tzw. sześciopaku). Ponieważ dla Francji bardzo ważne jest utrzymanie pełnej suwerenności narodowej, nie zgodziła się ona na to, aby Bruksela mogła pozywać kraje o nadmiernym deficycie do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości lub karać te państwa, których dług publicznych przekracza 60 proc. PKB. W konsekwencji to, co miało być nowym traktatem europejskim, stopniowo przekształca się jedynie w deklarację polityczną w sprawie uzdrowienia finansów publicznych w bliżej nieokreślonej przyszłości.
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna
1: emeryt z IP: 188.146.66.* (2012-01-13 10:36)
Krótko powiem... mam w nosie ratowanie Niemców,Francuzów,Belgów itd z kryzysu finansowego .. Mnie nikt nie pomaga a jeszcze same afery ...Gazu łupkowego jeszcze nie ma w handlu a już sa afery w przetargach , łapówkarstwo i ustawiki.
2: Unijny Kolchoz to nie Europa naiwni z IP: 31.60.47.* (2012-01-13 11:13)
Unijny Kolchoz to nie Europa jak do naiwnych mozgow wtlaczaja czerwoni i barwieni miedzynarodowi ban.dyci unijnego kolchozu.Europa to kontynent,ktory przez wieki tworza suwerenne kraje (w tym Polska) z korzeniami chrzescijanskimi,ludzka cywilizacja,dorobkiem.Unijny kolchoz to totalitarny POtwor sterowany przez miedzynarodowych ban.dytow,odbierajacy krajom Europy suwerennosc,przynoszacym wiekowe zniewolenie.Gdyby ten unijny kolchoz byl taki dobry to PO co tworzyc jedno "panstwo" likwidujac poszczeogolne? Przeciez gdy jest sasiedzkie dobro to bez POtrzeby likwidacji poszczegolnych krajow mozemy sie przemieszczac,podrozowac,realizowac swoja przyszlosc.Jezeli jest inaczej to jest zniewolenie i utrata suwerennosci,a z tym upadek wiekowego dorobku na rzecz miedzynarodowych ban.dytow sterujacych "wspolczesnym kolchozem" i POzyskiwanie swoich niewolnikow.
3: ewer z IP: 83.19.140.* (2012-01-14 20:01)
Czy tuskt,to ten który okradł naszych dziadkow przy waloryzacji emerytur?
To duzy złodziej musi być,tyle milionów emerytów
4: yzgmunt orlowski z IP: 46.112.121.* (2012-01-15 15:01)
NINIEJSZYM ZAWIADAMIAM, ŻE W POLSCE WYNALEZIONO PRYMITYWNĄ MASZYNĘ WIECZNEGO RUCHU O NAZWIE ''METOZ'' . '' METOZ'' NIE ZUŻYWA PALIW ENERGOTWÓRCZYCH. ELEMENTEM NAPĘDOWYM MASZYNY ''METOZ'' JEST GRAWITACJA NASZEJ ZIEMI WZMACNIANA PARADOKSEM HYDRAULICZNYM STEVINA. WYNALAZEK ''METOZ'' JEST ZAREJESTROWANY OD DN 2010-09-28 POD NUMEREM 392532 W URZĘDZIE PATENTOWYM R.P, W WARSZAWIE. Fakt ten, stwierdzony po raz pierwszy przez holenderskiego uczonego Simona Stevina w XVI w., wydawał się wówczas paradoksalny, dlatego i dziś często nazywany jest paradoksem. Nazywany bywa także paradoksem Pascala, ponieważ Blaise Pascal w roku 1648 spopularyzował go demonstrując publicznie rozsadzenie beczki przy pomocy niewielkiej ilości wody (zobacz ilustrację). Doświadczenie to ilustrowało równocześnie prawo odkryte przez Pascala i nazwane jego imieniem.
Ciężar cieczy zawartej w naczyniu, zależy od wysokości słupa cieczy nad dnem. Natomiast parcie cieczy na dno naczynia zależy od pola powierzchni dna, wysokości słupa cieczy i ciężaru właściwego cieczy. Wynika z tego, że parcie cieczy na dno w naczyniach o różnych kształtach będzie takie samo, jeżeli pole powierzchni dna każdego z tych naczyń i wysokość słupa cieczy w tych naczyniach będą równe.
WYNALAZCĄ ''METOZ'' JEST ZYGMUNT ORŁOWSKI Z GDYNI
5: wizjoner z IP: 150.254.159.* (2012-01-16 05:32)
I słusznie...
Nadal jest podział na starą unie i nową unię. Otwórzcie oczy - Francuzi to jeden wielki socjal. Nie jest im po drodze reformować się.
Nadal są te same stereotypy...
Choć Niemcy chyba chciałyby zmian...
Ciekaw jestem kiedy Polskie firmy wpadną na genialne pomysły przejęć Niemieckich, Francuskich firm... i obetną im pensje o połowę ;)
Potrzebujemy takich Solorzów-żaków ale na eksport, żeby podbić Europę...
6: polak z IP: 193.238.67.* (2012-01-17 15:24)
jak najdalej od wyrafinowanej uni

Od początku maja baryłka ropy potaniała o 15 proc. Nie oznacza to jednak, że możemy się spodziewać spadku cen na stacjach w Polsce, bo przeszkadza w tym umacniający się dolar.








