Bezrobocie podzieliło Unię Europejską na odnoszącą sukces Północ i pogrążające się w marazmie Południe.

Podczas gdy w Niemczech liczba osób bez pracy spadła do najniższego poziomu od zjednoczenia kraju (6,8 proc.), udział Hiszpanów pozostających na bezrobociu (22,8 proc.) jest najwyższy od 12 lat, czyli od czasu przyjęcia euro.

Jeszcze większy jest kontrast między obydwoma krajami, gdy idzie o bezrobocie w grupie wiekowej do 26 lat. O ile w Niemczech bezrobocie w tej kategorii wynosi 8,5 proc., o tyle w Hiszpanii aż 48,9 proc.

Szczególnie dramatyczna jest sytuacja w Grecji, gdzie w ciągu roku udział osób bez pracy skoczył z 12,9 do 18,3 proc. Z kolei na północy Europy jeszcze lepsze wyniki od Niemiec odnotowuje m.in. Austria (4,1 proc.), Holandia (4,8 proc.) i Belgia (6,6 proc.). Między tymi dwoma ekstremami znajduje się Francja – 9,8 proc. Tendencja w tym kraju jest jednak wzrostowa. W ciągu 5 lat rządów Nicolasa Sarkozy’ego w kraju przybyło 370 tys. bezrobotnych. Z tego powodu prezydent jeszcze przed majowymi wyborami podwyższy stawkę VAT. Uzyskany w ten sposób dodatkowy dochód pozwoliłby na proporcjonalne obniżenie składek społecznych dla przedsiębiorców i zachęciłby do zwiększenia zatrudnienia.

Eksport napędza Niemcy

Na krótką metę powodem jest różnica koniunktury. O ile niemiecka gospodarka, napędzana m.in. eksportem do Chin, w tym roku będzie się rozwijać w tempie 1 – 1,5 proc., o tyle Hiszpania i Grecja znajdują się w recesji. Inną przyczyną są dotkliwe programy oszczędnościowe, które muszą wdrażać kraje południa Europy albo w ramach umów z UE i MFW, albo w obawie, że inaczej stracą zaufanie rynków finansowych. W Grecji w ciągu roku pracę straciło m.in. 180 tys. pracowników sektora publicznego i budownictwa z powodu cięć w wydatkach na administrację i inwestycje. Niemcy, których deficyt budżetowy wyniósł w ub.r. zaledwie 1 proc. PKB, oszczędzać nie muszą.

Innym powodem są różnice w strukturze gospodarczej. O ile w Hiszpanii czy Irlandii wzrost gospodarczy przed kryzysem w ogromnym stopniu opierał się tylko na bańce nieruchomościowej, o tyle w Niemczech jest on znacznie równomierniej rozłożony. Dlatego ograniczenie kredytów hipotecznych i kryzys bankowy miały dla Berlina o mniej dotkliwe skutki niż dla Madrytu i Dublina.

Marco Incerti, ekspert brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS), uważa, że wysokie bezrobocie na Południu jest też spowodowane rozpoczynającą się reformą rynku pracy, którą Niemcy przeszły już 10 lat temu z inicjatywy Gerharda Schroedera. Chodzi w szczególności o ograniczenie gwarancji zatrudnienia i uelastycznienie czasu pracy.

– To zachęca pracodawców do zatrudnienia pracowników, bo wiedzą, że w razie pogorszenia koniunktury łatwo im będzie zmniejszyć załogę. Jednak na początek poluzowanie regulacji służy bardziej zwolnieniom niż naborowi – mówi „DGP” Incerti.

Umowy śmieciowe nakręcają Północ

Krajem, w którym szczególnie dużo osób pracuje na umowach na czas określony, jest Holandia. To pomaga m.in. utrzymać wysokie zatrudnienie wśród matek wychowujących dzieci. Efekt jest korzystny: poza Austrią i małym Luksemburgiem w żadnym kraju Unii liczba bezrobotnych nie jest tak niska.

Nowy hiszpański premier Mariano Rajoy zapowiedział, że wprowadzi reformy idące w tym kierunku. Jeśli nie dogada się ze związkami zawodowymi, sięgnie po dekrety i zliberalizuje rynek pracy. Jednak zdaniem ekonomisty niemieckiego Berenberg Banku Holgera Schmiedinga trzeba będzie poczekać dwa lata, zanim zacznie się spadek liczby bezrobotnych w Hiszpanii.

Przez 5 lat we Francji przybyło 370 tys. bezrobotnych