W ubiegłym roku pracowało w budownictwie ok. 935 tys. osób – wynika z obliczeń „DGP”. Nie ma jeszcze oficjalnych danych na ten temat, ale szacujemy, że zatrudnienie w branży wzrosło w porównaniu z rokiem poprzednim o co najmniej 30 tysięcy, bo o tyle zwiększyło się, według danych GUS, w firmach, które miały ponad dziewięciu pracowników. A w 2010 r. wynosiło 905 tys.

Dla budownictwa nadchodzą jednak cięższe czasy. – Kończy się między innymi budowa stadionów, hoteli i restauracji związanych z Euro 2012 – mówi Bogdan Porzęcki, dyrektor Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej Budownictwa. Jego zdaniem nie wszystkie firmy, które realizują te inwestycje, zdobędą nowe zlecenia, a część przedsiębiorstw może otrzymać znacznie skromniejsze zamówienia. Będą więc musiały ograniczać zatrudnienie. Niektóre firmy zrobią to z innego powodu. – Tylko z naszych danych wynika, że już w końcu ubiegłego roku 140 małym i średnim firmom groziła upadłość z powodu narastających zatorów płatniczych – informuje Porzęcki. Skala zjawiska jest jednak znacznie większa, bo nie wszystkie firmy informują o swoich kłopotach. – W tym roku pracę w budownictwie stracić może nawet 50 tysięcy osób – mówi Porzęcki.

Tym bardziej że w tym roku zwolnienia mogą objąć także drogowców, którzy kończą realizację wielu inwestycji. – Bo nowych, dużych przetargów na budowę dróg jest znacznie mniej niż w roku ubiegłym – ocenia Józef Zubelewicz, członek zarządu firmy Erbud, specjalizującej się między innymi w budownictwie infrastrukturalnym. Dodaje, że niektóre przedsiębiorstwa mogą jednak znaleźć zatrudnienie przy realizacji miliardowych przetargów przygotowywanych przez energetykę i kolej. – Ale ze względu na specyfikę inwestycji w tych branżach wiele firm budownictwa drogowego nie będzie się ubiegać o ich wykonanie, bo nie byłyby w stanie ich zrealizować ze względu na swoją specjalizację – zastrzega Zubelewicz. Uważa też, że zmiany w zatrudnieniu w branży budowlanej nie będą drastyczne, bo z kolei zamówienia związane między innymi z budową domów, magazynów i centrów handlowych są na poziomie podobnym do ubiegłorocznego.

Tego samego zdania jest Edward Szwarc, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Natomiast Zenon Heimowski, właściciel firmy budowlanej Nordipol z Banina w woj. pomorskim, uważa, że trudno dziś prognozować koniunkturę i zatrudnienie w całej branży. – Realizuję wcześniej zawarte kontrakty. – Wiosną, a szczególnie po mistrzostwach Europy w piłce nożnej, okaże się, czy będzie dużo pracy w budownictwie. Dziś jestem optymistą – mówi Heimowski. Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że gdyby nadeszły trudniejsze czasy, to aby je przetrzymać, zwolnienia będą nieuniknione.