Sprzedaż detaliczna w listopadzie w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku wzrosła o 12,6 proc. – podał GUS. Była wyższa od osiągniętej miesiąc wcześniej o 1,4 pkt proc., a od oczekiwań ekonomistów nawet ponad 2 pkt proc.

Ten wzrost popytu po części był też widoczny w danych o produkcji przemysłowej za listopad, która także wzrosła – do 8,7 proc. z 6,5 proc. w październiku. To mogłoby wskazywać na to, że także w czwartym kwartale kondycja przedsiębiorstw będzie bardzo dobra. W trzecim, jak podał w czwartek Narodowy Bank Polski, taka była, choć wynik finansowy firm lekko spadał. Jednak wpływ na to miały osłabienie złotego oraz niższe wpływy z dywidend.

Spadają nowe zamówienia, co oznacza kłopoty firm w przyszłości

W lepszej kondycji znajdowali się eksporterzy, bo im słaby złoty sprzyjał, a także duże przedsiębiorstwa. Importerzy osiągali słabsze wyniki ze względu na wyższe koszty. NBP zauważa też, że w trzecim kwartale firmy jeszcze inwestowały, choć przyznaje, że do aktywność sprzed kryzysu jest jeszcze daleko. Inwestycje miały głównie charakter odtworzeniowy – w maszyny i urządzenia.

Pusty portfel zamówień

Dane wskazują na to, że firmy nastawiają się na przeczekanie osłabienia koniunktury. Czwarty kwartał powinien być jeszcze niezły, choćby z uwagi na dobrą konsumpcję wewnętrzną i wciąż słabego złotego sprzyjającego eksporterom. Ale w kolejnych miesiącach może być gorzej. Jak wynika z podawanych przez GUS efektów badań w przedsiębiorstwach, w grudniu koniunktura w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie, handlu detalicznym, usługach oceniana jest negatywnie. Znacznie słabiej niż w listopadzie i gorzej niż w analogicznych miesiącach ostatnich lat.

Główny wpływ mają na to oceny bieżącego oraz przyszłego portfela zamówień. Przedsiębiorstwa nie najlepiej oceniają również zdolność swoją i partnerów handlowych do regulowania w terminie zobowiązań. – Dane pokazują, że przedsiębiorstwom rośnie produkcja, bo realizują wcześniejsze zamówienia. Koniunktura pokazuje natomiast, że spadają nowe zamówienia, co oznacza kłopoty firm w przyszłości – wyjaśnia Grzegorz Ogonek, ekonomista ING BSK. Uważa, że choć na razie mamy bezobjawowy przebieg kryzysu, to niewątpliwe się on ujawni już w słabszych danych za grudzień i znacznie słabszych na początku przyszłego roku.

– Dlatego w grudniu spodziewamy się spadku nominalnej dynamiki sprzedaży detalicznej do 10 proc. r./r., głównie w związku z efektem wysokiej bazy z ubiegłego roku. W 2012 r. dynamika sprzedaży ulegnie spowolnieniu. Przyczyni się do tego spadek inflacji oraz wzrost skłonności gospodarstw domowych do oszczędzania – uważa Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku.

Boimy się o pracę

Także konsumenci kończą rok w gorszych nastrojach. Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK) opisujący obecne tendencje konsumpcji, spadł w grudniu o 4,1 pkt proc. – do minus 28,6 pkt proc. Jest gorszy od uzyskanego w ubiegłym roku o ponad 10 pkt proc.

Polacy obawiają się pogorszenia sytuacji gospodarczej kraju i jej wpływu na portfele gospodarstw domowych. Choć zdolność do dokonywania bieżących zakupów nie jest oceniana bardzo negatywnie. – Z danych tych widać też, że Polacy obawiają się o utrzymanie stanowisk pracy. To zagrożenie bezrobociem wpływa na ich nastroje – podkreśla Grzegorz Ogonek.

Bezrobocie już rośnie – z 11,8 proc. w październiku do 12,1 proc. w listopadzie. A rząd prognozuje, że w grudniu wzrośnie jeszcze o kolejne 0,3 pkt proc.