Prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC

Jeżeli w 2012 r. wzrost gospodarczy w UE będzie w obszarze między -1 a +1 proc., oczekiwałbym, że wzrost PKB w Polsce wyniesie około 2 do 3 proc, może nawet bliżej 2 niż 3 proc. Wariant recesyjny ministra Rostowskiego jest, jak sądzę, bardzo mało prawdopodobny.

Podsumowanie mijającego roku

Rok temu, przy podobnej, świąteczno-noworocznej, okazji pisałem, że 2011 rok „to okres dalszej stopniowej poprawy koniunktury, ale jeszcze nie boomu gospodarczego”. Stąd prognozowałem dla Polski „wzrost PKB między 4 a 4,5 proc., niewielki spadek stopy bezrobocia rejestrowanego z około 12 proc. do około 11,5 proc., wzrost wydatków inwestycyjnych w środki trwałe w tempie 5-8 proc., wzrost średniej płacy nominalnej w gospodarce narodowej w tempie około 5 proc. Chociaż nie mamy jeszcze ostatecznych danych GUS-u za cały rok, to te dane jakimi dysponujemy są zgodne niemal w 100% z tą prognozą. W szczególności wzrost PKB wyniósł w 2011 r. około 4,2 proc. Moja prognoza dotycząca inflacji CPI okazała się nieco mniej poprawna. Inflację tę prognozowałem bowiem na 3-3,5 proc., podczas gdy w rzeczywistości była ona przez cały rok w obszarze 4-5 proc. Tym niemniej, RPP podwyższyła stopy procentowe NBP o 100 punktów, co mieściło się w mojej prognozie wzrostu o 75-100 punktów bazowych. A więc także monetarna część mojej prognozy sprawdziła się wyjątkowo dobrze.

W sferze realnej 2011 r. był dobry nie tylko w Polsce. Gospodarki w grupie krajów wschodzących, przede wszystkim Chiny, Indie, Brazylia i Turcja – rozwijały się w bardzo wysokim tempie 6-9 proc. rocznie. W Europie dobry rok miała także gospodarka niemiecka. W Stanach Zjednoczonych koniunktura poprawiała się powoli, ale dość systematycznie. Tym niemniej, znaczne zacieśnienie polityki fiskalnej w krajach UE, niezbędne teraz i sprzyjające rozwojowi na dłuższą metę, spowodowało pogorszenie koniunktury gospodarczej w szeregu krajów UE, także w Niemczech, w drugiej połowie roku.

W rezultacie wzrosło tzw. ryzyko makroekonomiczne na globalnych rynkach finansowych. W dalszej konsekwencji doszło do dużego spadku indeksów giełdowych na całym świecie oraz odpływu światowego kapitału portfelowego z niemal wszystkich krajów, zwłaszcza tzw. rynków wschodzących, do kilku najbardziej wiarygodnych: USA, Japonii, Niemiec i Szwajcarii. Dalszym skutkiem było osłabienie walut oraz wzrost rentowności skarbowych papierów wartościowych krajów o mniejszej wiarygodności, m.in. Polski. Dla strefy euro szczególnie niebezpieczne są: duży wzrost kosztów obsługi długu publicznego we Włoszech i Hiszpanii, oczekiwana recesja gospodarcza w tych i paru innych krajach oraz potencjalna możliwość ponownego kryzysu w europejskim systemie bankowym.

Prognoza 2012

W tym kontekście pojawiły się następujące pytania:

1. Czy dużej części gospodarki światowej zagraża ponownie recesja w skali zbliżonej do tej sprzed 2-3 lat?
2. Czy strefie Euro zagraża rozpad, a w konsekwencji recesja w skali raczej sporo większej niż 2-3 lata temu?
3. Czy tym razem Polska nie uniknie recesji w 2012 r.?

Duża niepewność dotycząca perspektyw rozwojowych i wypłacalności niektórych krajów strefy euro oraz samej strefy pobudza teraz pesymizm wśród przedsiębiorców i gospodarstw domowych, a w konsekwencji zwiększa ostrożność w kreowaniu popytu inwestycyjnego i konsumpcyjnego. To stwarza ryzyko pojawienia się czegoś w rodzaju reakcji łańcuchowej, której ostatecznym rezultatem może być silna dekoniunktura, nawet głęboka recesja.

Takiego rozwoju wydarzeń nie można całkowicie wykluczyć. Ale politycy, a szczególnie premierzy i ministrowie finansów, nie powinni swoimi działaniami lub ich brakiem, a także wypowiedziami, zwiększać szansy realizacji takiego czarnego scenariusza. Z kolei ekonomiści powinni wykazać dużą ostrożność w swoich ocenach analitycznych i publicznych interpretacjach.