Czeka nas bardzo gorący koniec roku, bo staliśmy się najatrakcyjniejszym boiskiem w Europie do gry walutą. Wczoraj na osłabienie złotego zagrali inwestorzy z Azji, przebijając granicę 4,60 zł za euro. Musiał interweniować Bank Gospodarstwa Krajowego. Przez słabego złotego tracą kredytobiorcy i posiadacze lokat, istnieje ryzyko przekroczenia 55-proc. progu długu do PKB. Zyskują jedynie eksporterzy.

We wtorek nad ranem, gdy w Azji trwała sesja, złoty zanotował 30-miesięczne minima wobec euro. Polska waluta osłabiła się do poziomu 3,53 zł do dolara i 3,73 zł do franka szwajcarskiego. Jeszcze przed południem na rynku interweniował Bank Gospodarstwa Krajowego, wykorzystując mocny kurs walut na rynku do sprzedaży części z puli środków pochodzących z Unii Europejskiej. Słownie interweniował także NBP, tym razem głosem prof. Anny Zielińskiej-Głębockiej, członka Rady Polityki Pieniężnej. Powiedziała ona, że huśtawka na złotym nie ma odzwierciedlenia w polskiej gospodarce i jej zdaniem jest to wyraźnie gra krótkoterminowa. Interwencje zadziałały, kurs euro zszedł do 4,56 zł.

– Nadal jednak złoty jest w trendzie spadkowym. Jesteśmy dużym, najbardziej płynnym rynkiem w regionie i dlatego bardziej odczuwamy zmiany nastrojów – wyjaśnia Arkadiusz Urbański, ekonomista Pekao SA. Przez tę dużą płynność łatwiej także zarobić spekulantom grającym na osłabienie złotego. Tracimy na tym wszyscy. – Rata 30-letniego kredytu na 300 tys. zł zaciągniętego we frankach szwajcarskich w połowie 2008 r. przy kursie zakupu CHF 1,97 zł na początku wynosiła 1549 zł, dziś przy kursie spłaty kredytu 3,85 zł za CHF klient musi oddać 1977 zł, czyli 30 proc. więcej – policzyła Halina Kochalska, analityk Open Finance.

Do tego słaby złoty podbija inflację, która w listopadzie wyniosła 4,8 proc., a w tym miesiącu, jak twierdzą ekonomiści, może być niewiele niższa. W efekcie kurczą się realne dochody gospodarstw domowych i oszczędności.

– Osłabienie złotego wywołane jest sytuacją zewnętrzną, bo fundamenty polskiej gospodarki nie uzasadniają takich ruchów waluty. Na rynkach panuje bardzo duża niepewność i takie spekulacje są naturalnym odzwierciedleniem tej sytuacji – mówi nam wiceminister finansów Ludwik Kotecki. Dlatego analitycy spodziewają się w grudniu kolejnych ataków spekulacyjnych na naszą walutę.

Nasze papiery są szczególnie ciekawe dla inwestorów z Azji

Pretekstem do przeceny złotego była informacja o obniżeniu perspektyw ratingu dla Czech, Bułgarii, Litwy i Łotwy. – Inwestorzy zwłaszcza źle odebrali informację o zagrożeniu oceny Republiki Czeskiej. Tamtejsza korona często jest wyznacznikiem kursu w regionie – mówi Konrad Ryczko, analityk DM BOŚ. Sama informacja o możliwym obcięciu ratingu nie zagraża bezpośrednio Polsce. Niedawno przedstawiony budżet na rok 2012 r. wywołał pozytywne opinie agencji ratingowych, które uznały, iż jest on zbieżny z aktualnym ratingiem A2/A- dla Polski. Pozytywna jest też ostatnia opinia MFW o polskich finansach i gospodarce. Jednak w perspektywie trendu w regionie nie pomogło to naszej walucie.

Choć oprócz złotego osłabiały się waluty innych krajów regionu, to złoty bił rekordy, nawet węgierski forint tracił wolniej. Słabszy niż wczoraj był na przykład w listopadzie. Podobnie korona, ona także kilka tygodni temu była słabsza niż wczoraj. – Tracimy na tym, że jesteśmy dużym płynnym rynkiem – kwituje Arkadiusz Urbański, ekonomista Pekao SA. Łatwo do nas wejść, łatwo wyjść, łatwo zagrać na osłabienie lub wzmocnienie. Tak było w 2008 i 2009 r.

Najpierw inwestorzy grali na wzmocnienie, a później w 2009 r. na spadek kursu PLN. Także wtedy nie było podstaw do takiego osłabiania się naszej waluty. Ale tak samo jak obecnie rozjechała się wycena polskiego długu i złotego. Wprawdzie na początku 2009 r. rentowność 10-letnich obligacji minimalnie przebiła 6 proc., ale szybko przestała rosnąć i gwałtownie spadła. A kurs złotego szalał. Teraz rentowność dziesięciolatek podeszła pod 6 proc., ale progu nie przebija, gdy złoty wciąż jest pod presją spadków. – Jest ogromny popyt na nasze papiery dłużne – podkreśla Arkadiusz Urbański. – Wczorajsza aukcja zamiany spotkała się z dużym zainteresowaniem inwestorów, szczególnie obligacje zmiennokuponowe oraz indeksowane wskaźnikiem inflacji – dodaje. Inwestorzy zgłosili popyt o wartości 7 mld zł. Resort finansów zbył papiery za niemal 5 mld zł. Nasze obligacje są szczególnie ciekawym papierem dla inwestorów z Azji (może tych samych, co grają na osłabienie złotego), dają więcej zarobić niż papiery dłużne Niemiec czy Francji, a są także mało ryzykowne.