Martin Callanan, lider brytyjskich konserwatystów w europarlamencie

W Brukseli przeważa opinia, że mamy tylko dwie opcje – albo dojdzie do rozpadu Unii, albo wzmocnienia jej integracji.

Irytuje mnie takie stawianie sprawy. Ten apokaliptyczny scenariusz, że jeśli nie ocalimy strefy euro, to Unia upadnie, jest nonsensem. Pamiętam czasy, kiedy jeszcze nie było euro, i mogę panią zapewnić, że Unia całkiem dobrze sobie wtedy radziła. I tak samo poradzi sobie, jeśli euro upadnie. Wystarczy, by wolny rynek istniał i kraje współpracowały ze sobą. Zawsze jest jakiś wybór. Tylko trzeba samodzielnie myśleć.

Będzie pan namawiał swój rząd do referendum w sprawie zmian z traktatach?

Moim zdaniem referendum jest potrzebne. Jeśli jest dokument i dotyczy strefy euro, ale ma wpływ na inne kraje, mieszkańcy tych krajów powinni mieć coś do powiedzenia. Jeśli dojdzie do głosowania, prawdopodobne wydaje mi się odrzucenie propozycji, ale referenda często przynoszą niespodzianki.

Ile prędkości ma dziś Europa?

To Europa wielu prędkości. Oś podziału przebiega przecież nie tylko na kraje w strefie euro i poza nią, ale też na kraje będące w strefie Schengen i poza nią. Nie jesteśmy ani w strefie euro, ani Schengen, ale włączyliśmy się z kolei do prawa patentowego. W Unii więc różne prędkości istnieją. Wielka Brytania była zawsze gorącym orędownikiem liberalizacji gospodarki, istnienia wolnego rynku, swobodnego przepływu pracowników. Jako pierwsi w Unii otworzyliśmy przecież nasz rynek na pracowników z nowych krajów, w tym Polski, i dobrze zresztą na tym wyszliśmy, bo ożywiło to naszą gospodarkę. Popieramy projekt wspólnego rynku unijnego.

Wielu specjalistów uważa, że najważniejszy podział to ten na kraje, które są w strefie euro lub chcą do niej dołączyć, i te, które nie mają takiego zamiaru – jak Wielka Brytania i Dania.

To fałszywy podział i zbyt optymistyczny w stosunku do siły przyciągania strefy euro. Znacznie więcej krajów jest sceptycznych co do ewentualnego wejścia do Eurolandu, poczynając od państw skandynawskich. Moim zdaniem strefa euro będzie się raczej kurczyć, a nie rozszerzać. I nie dość, że nie będą do niej wstępować nowi członkowie, to i starzy, np. Grecja czy Portugalia, będą wypadać z klubu.

Na razie nie można wyjść z unii walutowej.

To trochę propagandowe myślenie i zaklinanie rzeczywistości. Przecież nie ma też oficjalnie procedur na dofinansowywanie dłużników. Tymczasem Grecja, Irlandia i Portugalia zostały dofinansowane.

Spodziewa się pan rozpadu strefy euro?

Niektóre kraje będą musiały ją opuścić i wrócić do swojej dawnej waluty. I nie ma w tym nic złego. Recepta na recesję to deregulacje, nowe miejsca pracy, zmniejszanie biurokratycznych przepisów i stymulowanie przez to wzrostu gospodarczego. Ten szczyt będzie straconą okazją. Zamiast zmieniać traktaty, powinniśmy proponować konkretne rozwiązania gospodarcze.

Czy według pana Francja i Niemcy wykorzystują kryzys do narzucenia swojej hegemonii?

To, że wiele decyzji jest teraz podejmowanych w gronie dwóch, a nie 27 krajów, jest bardzo niebezpieczne. Rozumiem pozycję niemiecką, ale nie podzielam jej.