Zgodnie z systemem, jaki istnieje w eurolandzie, drukarnie prywatne i państwowe każdego roku drukują na zlecenie Europejskiego Banku Centralnego określoną liczbę nominałów euro. W 2010 r. na tej zasadzie powstało np. 127,5 miliona banknotów 10 euro. Jednak wyspecjalizowanym drukarniom w Irlandii nie starczyło już mocy produkcyjnych na inne zlecenia.

Także Bank Anglii upewnił się, czy w razie rozpadu unii walutowej nadal będzie mógł liczyć na odpowiednią ilość dostaw nominałów funtów. Główny zakład produkcji banknotów, De La Rue Plc w Gateshead, pracuje bowiem na pełnych obrotach, także produkując euro, a w razie rozpadu Eurolandu zapewne będzie jednym z głównych wytwórców odrodzonych walut narodowych.

Bolączką banków centralnych nie jest tylko zapewnienie nominałów nowych banków. Bank Szwajcarii zastanawia się, z jaką walutą powiązać w przyszłości franka szwajcarskiego (obecnie obowiązuje jego górny pułap wobec euro). Najprawdopodobniej rolę wspólnej waluty przejęłaby w takim przypadku niemiecka marka, bo Republika Federalna jest głównym partnerem handlowym Szwajcarii.

J.P. Morgan Chase ocenia, że ryzyko rozpadu strefy euro nie jest większe niż 20 proc. Mimo wszystko radzi klientom, aby ubezpieczyli swoje lokaty utrzymywane w euro na wypadek utraty ich wartości. W II kwartale tego roku banki centralne przetrzymywały 26,7 proc. swoich rezerw we wspólnej walucie.