Do tego, jak dodaje w rozmowie z „DGP” wysokiej rangi przedstawiciel Komisji Europejskiej, żaden z przywódców „27” nie ma pewności, że sukcesem zakończy się renegocjowanie unijnych traktatów. I studzi optymizm co do spodziewanego przełomu. W podobnym tonie wypowiadał się w „Le Monde” Laurent Moulin, jeden z doradców Pałacu Elizejskiego. Uważa, że spotkanie zakończy się „ustaleniem kalendarza opracowania planu ratunkowego”. „DGP” przeanalizował różnice między polskim, niemieckim i francuskim modelem zarządzania Europą.

Silna Komisja, silne rządy

Spór toczy się o stopień odebrania krajom suwerenności budżetowej w ramach budowy unii fiskalnej. Kanclerz Merkel chce wprowadzenia „automatycznych” kar dla tych, które notorycznie przekraczają limity deficytu budżetowego (3 proc. PKB). Dzięki zmianie traktatu miałby je zasądzać Europejski Trybunał Sprawiedliwości. A specjalnie powołany komisarz byłby odpowiedzialny za nadzór nad wprowadzeniem przez zadłużony kraj rekomendacji budżetowych Brukseli.

Europa

Europa

źródło: ShutterStock

Francja odrzuca takie ograniczenie suwerenności. – Nie wyobrażamy sobie, aby ktoś mógł podważyć decyzje Zgromadzenia Narodowego – mówił minister rolnictwa i bliski współpracownik Sarkozy’ego, Bruno Le Maire. Paryż chce, aby sankcje były jedynie „bardziej automatyczne”, a decydowali o ich wprowadzeniu przywódcy UE. Donald Tusk próbuje znaleźć pośrednią drogę.: „Komisja Europejska powinna zostać wyposażona w silniejsze instrumenty działania w sprawach budżetowych”, ale „musi zostać poddana większej kontroli Parlamentu Europejskiego”.

Drukować euro czy nie

Spor dotyczy też roli Europejskiego Banku Centralnego. Dla Francji silniejszy nadzór Brukseli nad systemami budżetowymi ma być alibi dla gwarantowania przez EBC długu państw strefy euro. Merkel takiej koncepcji się przeciwstawia. Jej zdaniem „niezależność i determinacja EBC w walce z inflacją jest największym dobrem, jakie mają demokratyczne kraje”. Po stronie Berlina stanął prezes EBC Mario Draghi. Podobnie Donald Tusk opowiada się za „wzmocnieniem EBC, co nie wszystkim kluczowym graczom w Europie jest na rękę”. – Kompromisowym rozwiązaniem mogłoby być udzielenie przez EBC dużej pożyczki MFW, który udzieliłby kredytów Włochom i Hiszpanii. Tak Draghi uniknąłby bezpośredniej interwencji na rynku – powiedział niedawno „DGP” dyrektor brukselskiego Centrum Europejskich Analiz Politycznych (CEPS) Daniel Gros.

Kto chce euroobligacji

Następna różnica wiąże się z warunkami spłaty nadmiernego długu krajów Eurolandu. Sarkozy uważa, że dobrym wyjściem jest emisja euroobligacji, które dzięki udziałowi Niemiec pozwoliłyby takim krajom, jak Włochy czy Hiszpania pożyczyć po niższej cenie fundusze na obsługę długu i przetrwać najgorszy okres kryzysu. Merkel jest przeciwna – nie tylko ze względu na koszty dla Berlina, ale i z obawy, że zdjęcie presji rynku z rządów Włoch i Hiszpanii doprowadzi do zrezygnowania przez nie z cięć budżetowych. Niechętna euroobligacjom jest też Polska, obawia się, że to utrudni sprzedaż polskich papierów dłużnych.

Minister finansów Niemiec Wolfgang Schaeuble zaproponował alternatywne rozwiązanie: „fundusze wybawienia”. Każdy kraj strefy euro miałby do takiej instytucji przelać nadwyżkę długu publicznego powyżej 60 proc. PKB i ustalić, które przychody fiskalne miałyby pozwolić na jej spłatę w ciągu 20 lat (w przypadku Niemiec chodzi o 500 mld euro).

Jeden stół kontra Europa

Nie ma też zgody co do trybu rozwiązania sporu. Merkel i Sarkozy opowiadają się za uzgodnieniem w gronie 27 krajów zmiany traktatu lizbońskiego. Ale wiedzą, że szybkie porozumienie jest możliwe tylko poprzez odrębne porozumienie siedemnastki. Merkel chce zaprosić do przyłączenia się do wynegocjowanego porozumienia niektóre kraje spoza Eurolandu, zwłaszcza Polskę i Szwecję. Tusk proponuje natomiast „negocjacje w ramach jednego stolika”, z tym zastrzeżeniem, że kraje spoza unii walutowej nie miałyby prawa udziału w głosowaniach nad ostatecznymi decyzjami dotyczącymi strefy euro.

Protokół 14 do Lizbony

Francja, Niemcy i Polska są natomiast zgodne, że zmiana traktatu lizbońskiego powinna być możliwie ograniczona tak, aby nie trzeba było w tej sprawie rozpisywać referendów m.in. w Irlandii, Holandii i samej Francji. Byłoby to możliwe poprzez wpisanie wszystkich modyfikacji do 14 protokołu traktatu odnoszącego się bezpośrednio do warunków funkcjonowania strefy euro, np. kontrola budżetów przez superkomisarza UE. W ten sposób fundamentalne zapisy dotyczące działania unii walutowej, wynegocjowane jeszcze w Maastricht w 1991 roku, pozostałyby bez zmian.