Porty Lotnicze przygotowują się do rozpisania ogromnego przetargu na firmę, która będzie dbać o bezpieczeństwo na lotnisku w Warszawie. Impel, Konsalnet i wiele innych firm ochroniarskich zaciera ręce. Do wzięcia jest gigantyczny kontrakt.

– Skłaniamy się do przekazania kontroli bezpieczeństwa prywatnej firmie – mówi Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy Przedsiębiorstwa Państwowego Porty Lotnicze. Zastrzega, że ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły.

Sprawa wydaje się jednak przesądzona. Do wzięcia na siebie kontroli bezpieczeństwa zmusza zarządcę lotniska nowela prawa lotniczego. W myśl przepisów Straż Graniczna ma przekazać większość obowiązków nie tylko w Warszawie, ale też w innych portach lotniczych w kraju najpóźniej do marca 2013 r. W stolicy może to nastąpić już wiosną 2012 r. Zaoszczędzi budżet państwa, który płaci funkcjonariuszom Straży Granicznej, a koszty spadną na państwowe Porty Lotnicze. Strażnicy nie znikną z portu zupełnie. Będą m.in. nadzorować działanie firm prywatnych i prowadzić odprawę paszportową. Część funkcjonariuszy zostanie przeniesiona na lotnisko w Modlinie.

– Chcemy opuścić bramki jak najszybciej – mówi Agnieszka Golias, rzecznik prasowy Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej. Nie ukrywa, że powodem są problemy kadrowe. Goliat nie chce zdradzić, jak duże braki w obsadzie ma straż, ale nieoficjalnie wiadomo, że z 400 etatów w warszawskim porcie obsadzonych jest tylko 200. Efektem są skargi pasażerów, którzy stoją w długich kolejkach zwłaszcza w godzinach porannego szczytu. Nie rozumieją, dlaczego wpuszcza się ich przez jedną lub dwie bramki, a kilka jest zamkniętych.

Zmiana warty nie spowoduje, że kolejki w porcie im. Fryderyka Chopina natychmiast znikną. Firmy ochroniarskie nie mają odpowiednio przeszkolonych pracowników. Do pracy na lotnisku potrzebni są tzw. screenerzy, prześwietlający bagaże i mający uprawnienia do kontroli osobistej pasażerów. Wyszkolenie takiego pracownika kosztuje ponad 2 tys. zł i trwa kilka tygodni. Takich specjalistów potrzeba ponad 200. Firmom ochroniarskim nie uśmiecha się wydawać 400 tys. zł bez kontraktu w kieszeni.

O wiele poważniejszym problemem są gigantyczne koszty, jakie wraz ze zmianą warty spadną na port. – Szacujemy, że będzie nas to kosztować dodatkowe 50 mln zł rocznie – mówi Przemysław Przybylski. Po kilka milionów złotych będą musieli zapłacić za ochronę operatorzy innych lotnisk. Przepisy pozwalają im przerzucić koszty na pasażerów lub linie lotnicze dopiero za rok. Dlatego chcą odwlec w czasie przejęcie obowiązków od Straży Granicznej.