– Inwestorzy obawiają się dwóch rzeczy: ogromnych kosztów, które Berlin poniesie, ratując przed bankructwem kolejne państwa unii walutowej, oraz zastąpienia w przyszłości niemieckich obligacji mniej pewnymi euroobligacjami. Takiego ryzyka w przypadku Wielkiej Brytanii nie ma – tłumaczy Matteo Regesta, analityk banku BNP Paribas.

Różnica między rentownością obligacji Niemiec a pozostałych krajów strefy euro osiągnęła już poziom sprzed traktatu z Maastricht z 1991 r. Dotyczy to także tych, które zachowały najwyższy (AAA) poziom wiarygodności kredytowej: rentowność holenderskich wynosiła wczoraj 2,72 proc., francuskich – 3,60, a austriackich nawet 3,79 proc.

Eric Chaney, dyrektor działu analiz towarzystwa ubezpieczeniowego Axa, tłumaczy wzrost różnicy w poziomie rentowności tym, że inwestorzy spodziewają się rozpadu strefy euro i deprecjacji nowych walut narodowych wobec odrodzonej marki niemieckiej. Jego zdaniem w takim przypadku holenderski gulden straciłby wobec niej 8 – 15 proc. wartości, frank francuski 13 – 25 proc., a lir włoski 26 – 50 proc. w stosunku do sztywnych kursów, po jakich te waluty były wymienione na euro w chwili tworzenia unii walutowej. Ryzyko eksplozji rozpadu Eurolandu ocenia na 35 – 70 proc.

Andrew Balls, szef Pinco, największego na świecie funduszu obligacji, ukuł już nawet termin „everyone except Germany” (EEG), który tak jak niedawno PIIGS miałby określać znajdujące się w kłopotach kraje strefy euro.

Wzrost rentowności obligacji dodatkowo pobudza to, że banki centralne świata wstrzymały się z dalszą dywersyfikacją rezerw na rzecz euro, a także wyzbywanie się przez banki komercyjne obligacji państw strefy euro po precedensie, jakim okazało się spisanie na straty połowy wartości greckich.

Komercyjne banki wyzbywają się obligacji państw strefy euro

W przypadku niektórych państw może się to okazać samospełniającą się przepowiednią: na początku tygodnia agencja Moody’s ostrzegła, że może odebrać Francji rating AAA, jeśli koszty obsługi długu nie spadną, co z kolei jeszcze bardziej podbije rentowność obligacji tego kraju.

Wczoraj tak się właśnie stało po obniżeniu przez Fitch do poziomu śmieciowego (BB+) ratingu Portugalii. Zdaniem agencji zagłębiający się w recesję (3 proc. w 2012 roku) kraj ma coraz większy dług (100,8 proc. PKB), którego spłata staje się coraz bardziej wątpliwa. W lipcu do poziomu śmieciowego rating Portugalii obniżył Moody’s.