– Program monitoringu podziemnych wód jest naszą dobrowolną inicjatywą – mówi „DGP” Stephanie Price, reprezentująca amerykańskiego giganta naftowego, który ma w sumie cztery koncesje łupkowe w Polsce.

Spółka będzie badać wodę w odwiercie na głębokości do 100 metrów. – Testy przeprowadzone zostaną przed, w trakcie i po zakończeniu prac. Wykona je niezależne, certyfikowane laboratorium specjalizujące się w tego typu analizach – tłumaczy Price. Nie zdradza jednak, z kim Chevron ma podpisaną umowę.

Wiadomo natomiast, kto zbada wodę wokół obszaru wierceń. Jak ustaliliśmy, koncern zwrócił się w tej sprawie do Uniwersytetu Warszawskiego. Chevron zapewnia, że wynikami monitoringu podzieli się z właścicielami działek, na których prowadzić będzie poszukiwania.

Podobne badania składu i jakości wód prowadzi już Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. Jak zapewnia Grzegorz Sojski z biura ochrony środowiska w PGNiG, taki monitoring to stała praktyka. Spółka zleca m.in. wykonanie wizji lokalnej w terenie, analizy gleby i podglebia, a także wody. Tego typu badania w rejonie odwiertu Lubocino-1 na Pomorzu – dla PGNiG – pod koniec 2010 r. prowadziła firma Petrogeo. Z kolei w lipcu 2011 r., już po odwierceniu otworu, ale jeszcze przed dokonaniem zabiegu szczelinowania, UW przeprowadził tam dodatkowe badania, poszerzone m.in. o analizę mikrobiologiczną gleb i wód.

Firmy poszukujące gazu łupkowego same przebadają wody gruntowe na terenie swoich koncesji

Podobnie działa Orlen. – Przed rozpoczęciem prac prowadzimy pełen monitoring środowiskowy – zapewnia Beata Karpińska z płockiej spółki. Koncern wykonuje m.in. dokumentację fotograficzną i filmową stanu dróg oraz budynków, pobiera także próbki gleb i wód. – Po zakończeniu etapu poszukiwań wszystkie badania zostaną wykonane ponownie – informuje Beata Karpińska.

Zdaniem ekspertów taka praktyka powinna zostać zapisana w przepisach regulujących poszukiwania gazu niekonwencjonalnego. Zdaniem Tadeusza Soleckiego z Geofizyki Toruń, która prowadzi prace m.in. dla Chevronu, sporządzanie bilansu otwarcia, który zawierałby informacje o jakości wód gruntowych, pozwoliłoby uniknąć wielu niesłusznych oskarżeń o ich zanieczyszczenie w trakcie wierceń.