"Nie postawiliśmy Włoch pod ścianą. Sami zaprosili Międzynarodowy Fundusz Walutowy, by przeprowadził ten rodzaj monitoringu ich zobowiązań" - powiedział na konferencji prasowej przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy na marginesie szczytu G20. Podkreślił, że ta decyzja nie zapadła "w atmosferze dyktatu czy wymuszania", ale pełnej współpracy, by wzmocnić wiarygodność programu reform Grecji.

"Sytuacja Włoch jest jednak zupełnie inna niż ta w Grecji" - zastrzegł Van Rompuy.

Także przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso potwierdził, że decyzja o monitoringu MFW wyszła od rządu włoskiego. Barroso przyznał, że jednym z jej powodów jest sytuacja w Grecji, której problemy wywierają wpływ na inne kraje eurolandu. "Więc było ważne dla Włoch, by pokazać, że są naprawdę zdeterminowane, by wdrożyć uzgodnienia co do reform, do jakich zobowiązały się w liście w ubiegłym tygodniu do mnie i Hermana Van Rompuya" - powiedział Barroso.

Sprecyzował, że chodzi o dodatkową "publiczną weryfikację wdrażania polityk" ponad tą, jaką przeprowadzą eksperci KE, zgodnie z decyzją szczytu strefy euro 26-27 października. Misja KE - dodał Barroso - wyjedzie do Włoch już w przyszłym tygodniu: "To ważne dla stabilności strefy euro i globalnej gospodarki".

Szczyt G20 w Cannes ma przyjąć deklarację o zwiększeniu zasobów MFW, by Fundusz był w stanie nieść pomoc krajom w potrzebie. Deklaracja - jak zastrzegł Barroso - "nie odnosi się bezpośrednio do strefy euro". "Ważne, by MFW miał źródła dla wszystkich swych członków" - podkreślił szef KE.

Włochy, ze względu m.in. na swój dług siegający ok. 120 proc. w relacji do PKB, są krajem eurolandu najbardziej zagrożonym na zarażenie greckim wirusem.

Sytuacja w najbardziej zagrożonych krajach strefy euro tak bardzo niepokoi partnerów UE, że nalegają oni na otoczenie Włoch, Hiszpanii i Grecji "ochronną ścianą ogniową", jak określa się fundusze pomocowe jak MFW. Zwłaszcza, że jak przyznał minister finansów Japonii Juna Azumi, "rynek nie ma zaufania ani do funduszu ratunkowego strefy euro EFSF", ani do ogarniętych kryzysem "peryferyjnych krajów eurolandu".

Wcześniej włoskie źródła oficjalne dementowały piątkowe doniesienia ze szczytu G20 w Cannes, jakoby Rzym miał zawrzeć porozumienie z MFW w sprawie monitoringu obiecanych reform gospodarczych we Włoszech.

Francuski dziennik "Le Figaro" napisał w piątek, że Europa "organizuje teraz gospodarczą kuratelę nad Włochami" i że rozważa wysłanie do Rzymu "nowej trojki" inspektorów KE, MFW i EBC. Według gazety, "przywódcy europejscy byli wściekli, że włoski premier Silvio Berlusconi przyjechał do Cannes bez żadnych konkretnych rozwiązań", mogących być gwarancją planu zrównoważenia budżetu Włoch do 2013 roku. Jak twierdzi "Le Figaro", fakt, że Berlusconi przybył na szczyt z "pustymi rękami" spowodował ostrą reakcję ze strony prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego, który "nie wahał się podważyć wiarygodności politycznej" szefa rządu.

Brytyjska telewizji Channel 4 w relacji ze szczytu G20 określiła plany wobec Rzymu jako "nałożenie na gospodarkę Włoch aresztu domowego". Według niej Berlusconiemu proponowano m.in., by wystąpił do MFW o przyznanie Włochom elastycznej linii kredytowej, którą Polska uzyskała w maju 2009 r., ale jak dotąd nie wykorzystywała. Channel 4 twierdzi, że niemiecki polityczny establishment traktuje Berlusconiego jako "zmorę mogącą stanowić największą przeszkodę w ustabilizowaniu światowej gospodarki".