"Przyjęliśmy dobry całościowy pakiet, stanowiący podstawę do dalszych kroków. Przed nami jeszcze wiele działań, o czym świadczą reformy strukturalne, zapowiedziane w wielu krajach, jak Włochy, Hiszpania i Grecja" - powiedziała Merkel na konferencji prasowej po spotkaniu z sekretarzem generalnym NATO Andersem Fogh Rasmussenem w czwartek wieczorem.

Zastrzegła, że nie można uznawać jednego szczytu za cel sam w sobie. Jak dodała, konieczna jest dalsza praca, gdy chodzi o pogłębianie integracji w sferze polityki gospodarczej i finansowej oraz traktowanie państw łamiących zasady dyscypliny budżetowej.

Pytana, czy uważa rezultaty szczytu za swój osobisty sukces, Merkel odparła, że porozumienia jest możliwe tylko, gdy zaakceptują je wszystkie kraje członkowskie strefy euro i każdy dołoży starań, by je osiągnąć.

Na szczycie eurolandu ustalono, że grecki dług zmniejszy się o 100 mld euro - z obecnych 350 mld - dzięki zgodzie banków na poniesienie strat w wysokości 50 proc. wartości greckich obligacji. Na tak duże, bo 50-procentowe, straty dla inwestorów naciskały Niemcy. Uzgodniono również "zwielokrotnienie" - do około biliona euro - mocy pożyczkowych Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF) oraz dokapitalizowanie kluczowych unijnych banków o ok. 106,4 mld euro.

Niemiecki dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" komentuje w czwartek w internetowym wydaniu, że szczyt strefy euro pokazał, że UE definitywnie przekształciła się "we wspólnotę dwóch prędkości".

"Strefa euro będzie w przyszłości nie tylko faktycznym jądrem integracji, ale otrzyma także własne instytucje" - zauważa "FAZ". Dodaje, że to państwa członkowskie na czele z najsilniejszymi gospodarczo Francją i Niemcami na czele doprowadziły do tego "instytucjonalnego przesunięcia", a Komisja Europejska odgrywała najwyżej rolę pomocnika, co częściowo zresztą przeszkadzało Paryżowi i Berlinowi.

"Ku oburzeniu wielu mniejszych (a także większych) krajów członkowskich, które w Komisji widziały ochronę i reprezentację swoich interesów, cała akcja ratunkowa była sterowana przez Francję i Niemcy. Przynajmniej w kwestiach ekonomicznych okazuje się, że formalna równość państw jest tylko na papierze, nawet w tych dziedzinach, w których decyzje zapadają jednomyślnie. Na końcu decydują ci, którzy płacą najwięcej" - pisze "FAZ".

Według gazety "Berlin odcisnął swoją pieczęć" na Europie. "FAZ" zauważa też jednak, że "eksponowana rola Niemiec ma nie tylko pozytywne strony", co daje się zauważyć m.in. w Grecji. "Winą za trudne posunięcia, poprzez które rząd w Atenach próbuje wyjść z kłopotów, na jakie przez lata sam pracował, obarczany jest właśnie kraj o największym finansowym udziale w rozwiązaniu kryzysu" - pisze "FAZ", dodając, że Grecy uważają program reform za "dyktat pani Merkel".

Zdaniem komentatora dziennika sposób rozumowania Berlina można łatwo opisać: "Kto chce cieszyć się dobrobytem, porównywalnym do niemieckiego, musi też przyswoić sobie metody, dzięki którym Niemcy wypracowały ten dobrobyt i chcą go utrzymać".

Z kolei dziennik "Die Welt" pisze w internetowym wydaniu, że "polityka małych kroków", prowadzona przez kanclerz Angelę Merkel, powstrzymała UE przed podejmowania działań pod wpływem paniki i przedwczesną restrukturyzacją długu Grecji.

"Natychmiastowa operacja bez przeprowadzenia testów alergicznych może skończyć się śmiertelnie, szczególnie jeśli potencjalne skutki uboczne są wprawdzie rozpoznane, ale nie zostały wiarygodnie zdiagnozowane. Pośpieszne działanie może mieć gorsze skutki niż wstrzymanie się z działaniami. Angela Merkel od początku skalkulowała to ryzyko. Nalegała, by najpierw sprowadzić na pokład Międzynarodowy Fundusz Walutowy, stworzyć parasol ochronny i zapewnić udział banków, zanim przeprowadzi się restrukturyzację długu" - pisze "Welt Online".