Dostęp do pieniędzy jest ograniczony, bo zwykle nie można ustanowić na rachunku oszczędnościowym zleceń stałych i nie możemy wyrobić do niego karty debetowej. Aby skorzystać z ulokowanych środków, musimy je przelać na inny rachunek. Nim to jednak zrobimy, powinniśmy się zastanowić, bo banki limitują liczbę darmowych przelewów. Z reguły – do jednego w miesiącu. Wyjątków jest niewiele.

BNP Paribas, Eurobank i DnB Nord nie limitują liczby darmowych przelewów. W BPH możemy wykonać dwa, a w Banku Pocztowym i w Toyota Banku trzy.

Nie najlepiej jest też z oprocentowaniem. Dla salda wynoszącego 10 tys. zł tylko dwa banki oferują odsetki wyższe niż 5 proc. w skali roku – to BNP Paribas i Deutsche Bank PBC, w których można zarobić odpowiednio 5,5 proc. i 5,67 proc. Większość kont oszczędnościowych oferuje odsetki między 3 a 5 proc. Pod tym względem negatywnie wyróżniają się Nordea Bank i Pekao, w których na koncie oszczędnościowym zarobimy odpowiednio 2,6 proc. i 2,55 proc.

Oprocentowanie między 3 a 5 proc. to rynkowy standard

Na więcej mogą liczyć ci, którzy zgromadzą większe środki. Toyota Bank podnosi oprocentowanie z 4,85 do 4,9 proc., jeśli saldo na koncie wynosi co najmniej 20 tys. zł. W MultiBanku można zarabiać 4 proc. zamiast 3,5 proc. po warunkiem zasilenia konta 100 tys. zł. W mBanku podniesiemy zyski z 3,5 proc. na 5 proc., lokując min. 200 tys. zł. Oferta kont oszczędnościowych pod względem oprocentowania wygląda nieco lepiej, gdy weźmiemy pod uwagę, że na większości z nich odsetki podlegają dziennej kapitalizacji, co przy kwotach rzędu kilkunastu tysięcy złotych umożliwia uniknięcie podatku Belki. W Deutsche Banku nominalne 5,67 proc. daje tyle co zwykła lokata oprocentowana na 7 proc., a 4,45 proc. nominalnie w Kredyt Banku daje odpowiednik 5,5 proc. na tradycyjnym depozycie. Ale na rynku możemy znaleźć lokaty miesięczne czy nawet zwykłe konta osobiste z oprocentowaniem przekraczającym 6 proc.

Skarbonka Fot. Shutterstock

Skarbonka Fot. Shutterstock

źródło: ShutterStock