Dodatkowe koszty, jakie muszą ponosić polskie banki na zaciągniecie pożyczek w euro zamiast w złotych na okres roku spadły 10 października do 76 punktów bazowych wobec 180 punktów bazowych w sierpniu. Tuż przed godz. 11-tą w Warszawie swapy walutowe osiągnęły poziom 85 pb w porównaniu z 177 pb w przypadku identycznych swapów na Węgrzech.

Złoty umocnił się o 6 proc. w stosunku do dolara w zestawieniu z najniższym kursem z czerwca 2010 roku oraz o przeszło 3 proc. w stosunku do euro i franka szwajcarskiego. Do wzrostu rodzimej waluty przyczyniły się spekulacje, że polski rząd zdoła obniżyć deficyt budżetowy, a kryzys zadłużeniowy w strefie euro zostanie powstrzymany. Kredytodawcy są narażeni na ryzyko kursowe, gdyż 63 procent pożyczek hipotecznych w Polsce udzielono w obcych walutach, głównie we franku szwajcarskim.

„Pomimo utrzymującej się gwałtowności sytuacja na rynku jest obecnie lepsza” – ocenia Fernando Bicho, szef finansowy w Banku Millenium, czwartym w kraju pod względem wielkości aktywów.

Ponieważ w okresie trzech ostatnich lat (do sierpnia 2011 roku) wartość franka wzrosła prawie dwukrotnie wobec złotego, automatycznie wzrosły koszty obsługi kredytów hipotecznych udzielonych w szwajcarskiej walucie. Ale jeśli te koszty wzrosły, to odsetek niespłaconych pożyczek we frankach wynosi zaledwie 1,4 wobec 2,1 proc. w przypadku kredytów złotowych. Tymczasem na Węgrzech odsetek tzw. złych pożyczek w frankach sięga 11,3 proc. ogółu udzielonych kredytów.