Powstanie ministerstwa cyfryzacji tuż przed wyborami zapowiedział premier Donald Tusk.

– Decyzja o tym, czy i w jakim kształcie powstanie, zapadnie w ciągu najbliższych trzech tygodni – mówi w rozmowie z „DGP” Magdalena Gaj, wiceminister infrastruktury. Zapewnia przy tym, że nie jest to nagły pomysł wyborczy. – Potrzeba uregulowania zadań związanych z informatyzacją była dyskutowana od wielu miesięcy, a więc pomysł, by połączyć działy łączności z resortu infrastruktury oraz informatyzacji i społeczeństwa informacyjnego z MSWiA, jest dobrze przemyślany. To, czy dołączy się do tego kompetencje w zakresie podpisu elektronicznego, które dziś podlegają pod resort gospodarki, to już w mojej ocenie kwestia ustaleń koalicyjnych – mówi Gaj, która jest jednym z najpoważniejszych kandydatów na szefa nowego resortu.

W jej ocenie nowy resort powinien zajmować się nie tylko samym zarządzaniem rozbudową sieci informatycznej. W jego gestii powinny być także sprawy edukacyjne. – Kompetencje cyfrowe naszych obywateli to coraz częściej kwestia mentalnościowa. Wykluczeni nie korzystają z sieci, bo nie wiedzą, jakie daje im korzyści. Wspólnie ze Stowarzyszeniem Miasta w Internecie już teraz rozpoczynamy akcję edukacyjną wzorowaną na doświadczeniach z Wielkiej Brytanii, ale to, zadanie na wiele miesięcy, a raczej lat pracy – dodaje Magdalena Gaj.

Wiceminister w pomysłach konsolidacji chętnie poszłaby jeszcze dalej. – Tak jak w mojej ocenie potrzebny jest resort ds. informatyzacji, tak warto by się zastanowić nad stworzeniem jednego regulatora rynku, powstałego z połączenia UKE i KRRiT. Ich kompetencje coraz częściej są po prostu zbieżne – mówi.

Powstanie nowego urzędu zależy od ustaleń z koalicyjnym PSL.

Mimo że uporządkowanie zarządzania informatyzacją wielokrotnie postulowały organizacje zrzeszające przedsiębiorstwa z tej branży, to rynek wcale nie jest jednoznacznie nastawiony do pomysłów na resort. Polska Izba Komunikacji Elektronicznej, Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji oraz Polskie Towarzystwo Informatyczne popierają ten pomysł. Ale już Eugeniusz Gaca z Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji nastawiony jest sceptycznie. – Tworzenie nowych bytów administracyjnych nie rozwiązuje problemów i nie zapewni realizacji celów Agendy Cyfrowej UE. Można by to rozwiązać inaczej, chociażby przez wyznaczenie pełnomocnika rządu w odpowiedniej randze, który byłby egzekutorem wobec poszczególnych ministerstw i urzędów centralnych – uważa Gaca.

Wszystkie nadchodzące zmiany są ważne także z innego względu – wczoraj Komisja Europejska ogłosiła, że na fundusz Łącząc Europę przekaże łącznie 50 mld euro. Niemal jedna piąta tej kwoty ma trafić na rozbudowę europejskiej sieci cyfrowej. Chodzi m.in. o dotacje wspierające powstanie infrastruktury informatycznej, rozwój elektronicznych zamówień publicznych, systemu e-sprawiedliwości czy informatyzację usług celnych.

Finansowanie infrastruktury sieciowej może pobudzić inwestycje o wartości ponad 50 mld euro. – I tym bardziej oczekiwana jest decyzja, jak będzie wyglądało zarządzanie informatyzacją w najbliższych latach w Polsce – kwituje Jerzy Straszewski, prezes Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej.

Jak to się robi na świecie

Resorty specjalizujące się w informatyzacji wprowadzają w ostatnich latach głównie państwa szybko rozwijające się w tej dziedzinie. Jako jeden z pierwszych, w 2001 r. wprowadził takie rozwiązanie Singapur. Ministerstwo zarządza nie tylko mediami, rynkiem telekomunikacyjnym i informatyzacją, lecz także dziedzictwem kulturowym.

W Korei Południowej ministerstwo działa od 2006 roku i skupia się na rozwijaniu przemysłu informacyjnego. Podobnie jest od 2008 roku w Chinach, gdzie funkcjonuje Ministerstwo Przemysłu Informatycznego, a w jego ramach dwie struktury: Komisja Nauki, Technologii i Przemysłu Obronnego oraz Państwowa Komisja Informatyzacyjna zarządzająca infrastrukturą telekomunikacyjną.