Jeśli rząd wprowadzi od dawna zalecane przez ekonomistów i ekspertów reformy w ciągu tej kadencji Sejmu, możemy zaoszczędzić 75 mld zł. Dzięki utrzymaniu wysokiego tempa prywatyzacji do 2015 r. zyskamy kolejne 43 mld. W sumie możemy zmniejszyć przyrost długu publicznego o blisko 120 mld zł. Tak wynika z wyliczeń „DGP” i ekonomistów Fundacji FOR. Ale rząd może też zrealizować scenariusz stagnacji. To realne, bo premier Tusk zapowiada, że w czasach kryzysu nie chce radykalnych reform. Tyle że to ślepy zaułek.

DROGA REFORM pozwoli uniknąć podwyżek podatków i składek. Dzięki temu suchą stopą przejdziemy przez turbulencje w strefie euro, unikniemy dalszego zadłużania państwa i przekroczenia konstytucyjnych progów ostrożnościowych. – Jeżeli nowy rząd ruszy z kopyta z szerokim programem reform, to inwestorzy kupujący polskie obligacje szybko nagrodzą nas, żądając niższych odsetek od zaciąganych długów – mówi Wiktor Wojciechowski z Fundacji FOR. Przyciągniemy inwestycje z zagranicy, nasza giełda będzie się rozwijać w dynamicznym tempie, a waluta będzie stabilna. Staniemy się zieloną wyspą nie tylko dlatego, że wokół jest recesja, lecz także dlatego, że nasze fundamenty będą zdrowe.

Katalog koniecznych zmian jest znany od lat. Jest ich kilkadziesiąt. Pierwszy zebrał go w tzw. planie Hausnera ówczesny wicepremier. Wtedy nie udało się go wdrożyć. Główne postulaty to: dokończenie reformy emerytalnej, racjonalizacja administracji, przegląd świadczeń socjalnych, zachęty do pracy, a nie do dezaktywizacji, likwidacja przywilejów i zbędnych ulg podatkowych, odbiurokratyzowanie gospodarki. Chodzi o to, aby silniejsi, lepiej reprezentowani politycznie nie żyli na koszt słabszych. – W Polsce mamy też rozdęte wydatki socjalne, które hamują rozwój, są główną przyczyną niskiego zatrudnienia i wysokiego długu publicznego – wskazuje Wojciechowski.

Scenariusz maksimum, zgodnie z naszymi wyliczeniami, może tylko w latach 2012 – 2015 przynieść ponad 75 mld zł oszczędności. To gigantyczna kwota. Część z tych pieniędzy można przeznaczyć na wydatki inwestycyjne, które stymulują rozwój: edukację, badania, szkolnictwo wyższe, politykę rodzinną czy inwestycje infrastrukturalne.

DROGA STAGNACJI to kontynuacja polityki małych kroków i nienarażanie się mocnym grupom zawodowym. To oznacza wielkie zagrożenia. O reformy szybko upomną się inwestorzy. – Rynek finansowy oczekuje od rządu, aby do końca roku przedstawił wiarygodny plan zmniejszenia deficytu sektora finansów publicznych do 3 proc. PKB. Obecny się rozjeżdża, bo wzrost PKB będzie niższy – 2,5 proc. zamiast 4 proc.– mówi Marek Rogalski, ekonomista Domu Maklerskiego BOŚ.

Przy załamaniu gospodarczym na Zachodzie grozi nam scenariusz recesji, która zmusi do radykalnych cięć wydatków, nawet tych, które są prorozwojowe. To prowadzi do dalszego zadłużania, przekroczenia progów ostrożnościowych, destabilizacji na giełdzie i rynku walut, ucieczki zagranicznych inwestorów. Możemy na lata wpaść w recesję lub minimalny rozwój. Zapłacimy za to jednak wysoką cenę – mniejszej zamożności, ale także emigracji. Polska będzie się wyludniać.

Rogalski wskazuje, że prawdziwy dylemat, przed którym dzisiaj stoimy, brzmi: reformy albo nawet grecki scenariusz z utratą zaufania na rynkach finansowych.