Europejskie zezwolenia na emisje spadły w zeszłym tygodniu do najniższego poziomu od 2,5 lat. Aukcja uprawnień przeprowadzona przez Grecję, która próbuje uniknąć pierwszego w historii bankructwa kraju ze strefy euro, tylko jeszcze bardziej zwiększyła nadmiar zezwoleń na rynku – ocenia Per Lekander, analityk szwajcarskiego banku UBS.

Tak niska cena zniechęca europejskie firmy użyteczności publicznej, w tym niemiecki EON i francuską GDF Suez do inwestowania w farmy wiatrowe i zespoły paneli słonecznych, na które nie potrzeba zezwoleń. Aby uzyskać 20 proc. energii ze źródeł odnawialnych – jak wynika ze strategicznych założeń UE – cały sektor musi wydać w Europie co najmniej 900 mld euro do 2020 roku – szacuje amerykański Citigroup. Spowolnienie gospodarcze przyczynia się do nadpodaży uprawnień, gdyż wytwórcy i producenci energii sprzedają bezużyteczne zezwolenia skoro stoją fabryki i elektrownie.

“Jeśli kryzys w strefie euro będzie się przedłużał może to doprowadzić do drastycznego spadku zezwoleń na emisje i będzie coraz trudniej inwestować w produkcję czystej energii” – podkreśla James Cox, analityk w firmie konsultingowej branży energetycznej Poyry z Oxfordu.. 

Uprawnienia do emisji w kontraktach na grudzień spadły do 9,82 euro za tonę, czyli do najniższego poziomu od lutego 2009 roku. To zarazem spadek o 46 proc. w porównaniu z notowaniami z maja, najwyższymi na przestrzeni roku.

Georg Oppermann, rzecznik EON potwierdza, że dzisiejsze ceny uprawnień zniechęcają firmy do inwestycji w energię odnawialna.

Wielka Brytania jest jedynym krajem, który stara się rozwiązać problem niepewności na rynku zezwoleń emisyjnych. Londyn zamierza m.in. ustalić cenę wyjściową na poziomie 16 funtów (24,50 dolarów) za tonę od 2013 roku i podnosić ją do 30 funtów do roku 2020. Do tego czasu Brytyjczycy planują zainstalować na morzu 8000 turbin wiatrowych.