Polskie Górnictwo Naftowe i Gazowe zamierza pożyczyć na międzynarodowym rynku 500 mln euro. Ta pierwsza od dziesięciu lat zagraniczna emisja obligacji przez firmę użyteczności publicznej z Polski może stać się wzorcem dla innych kredytobiorców w kraju, którzy poszukują pieniędzy na sfinansowanie nowoczesnych elektrowni spełniających standardy emisji w Unii Europejskiej. Potrzeby w Polsce na ten cel ocenia się na przeszło 38 mld euro do roku 2023.

Ile może zapłacić PGNiG? Co najmniej tyle, ile wynoszą premie za obligacje PKO BP, które obecnie są o 214 punktów bazowych wyższe od premii za rządowe papiery dłużne wobec średniej w 2011 roku na poziomie 142 pb. 

Ponieważ kryzys zadłużeniowy w Europie zdecydowanie obciął popyt na wszelkie aktywa z rynków wschodzących, koszty papierów dłużnych firm z porównywalnym do PGNiG ratingiem inwestycyjnym także idą w górą. I tak premie za obligacje Petroleos Mexicanos przewidziane do wykupu w 2017 roku osiągnęły poziom 5,17 proc., najwyższy od 15 miesięcy, wobec 4,19 proc. z połowy sierpnia. Z kolei za swoje obligacje o tej samej zapadalności rosyjski Gazprom zapłacił pod koniec września premię w wysokości 5,9 proc., czyli najdrożej od maja 2010 roku.

„Nie sadzę, aby tak markowa nazwa, jak PGNiG mogła obecnie zdziałać cokolwiek więcej” – twierdzi James Croft, szef rynków wschodzących w Mitsubishi UFJ Securities w Londynie. Jego zdaniem PGNiG przełoży swoją emisję na późniejszy termin i „będzie gotowy do działania, kiedy pojawią sie nowe możliwości”.
Sławomir Hinc, wiceprezes PGNiG ds. finansowych jak na razie potwierdził, ze prezentacja oferty dla inwestorów została zakończona i jeśli sytuacja na rynku będzie dobra, firma wyemituje pierwszą transzę swego długu.

Ale Andrzej Czarnecki z Union Investment w Warszawie podkreśla, że obecnie nie jest dobry moment na emisje euroobligacji, i to nie tylko PGNiG, ale także dla wszystkich firm z Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki, gdyż „rynek całkowicie utracił płynność”.