Propozycja jest prosta: ulga z podatku Belki w przypadku obligacji ma być zachętą dla Polaków do inwestowania w rządowe papiery wartościowe. Ma to być impuls do stopniowej zmiany struktury zadłużenia. Tak, aby nasz dług w coraz mniejszym stopniu zależał od kaprysów inwestorów zagranicznych. Ci posiadają polski dług o wartości 353 mld zł. To 47 proc. całego naszego zadłużenia, które wynosi obecnie 749 mld zł.

Zależność od zagranicy

Spora jego część to dług w walutach obcych. Według ostatnich danych resortu finansów to ponad 53 mld euro (28 proc. całości długu). Ostatnie kilka tygodni pokazało, że zawirowania na rynkach papierów wartościowych i walutowych kosztują nas zarówno wyższe koszty obsługi długu, jak i podwyżkę wartości zadłużenia zagranicznego. Mechanizm, jaki widzieliśmy ostatnio, polegał na tym, że inwestorzy wycofują się z rynków wschodzących, w tym naszego, sprzedając posiadane papiery wartościowe i kupując za to dolary lub euro, wskutek czego lokalna waluta idzie w dół. A spory udział długu zagranicznego powoduje, że przy dużej zmienności kursu złotego wartość długu publicznego szybko rośnie. Każda podwyżka kursu euro o 10 groszy oznacza, że dług rośnie o ponad 5 mld złotych. To blisko 1/3 punktu procentowego PKB.

To pokazuje, że zmniejszenie zależności od zagranicy, zarówno jeśli chodzi o udział w finansowaniu długu inwestorów zagranicznych, jak i udział długu w walutach obcych w długu krajowym może mieć pozytywny wpływ na wysokość i koszty obsługi długu. Pomysł na ulgę w podatku Belki od zysków z rządowych papierów wartościowych ma zachęcić do inwestycji w obligacje Polaków.

Pozytywnie o nim wyrażają się politycy. – To dobry pomysł, zachęciłby do zakupu obligacji, bo byłoby to korzystniejsze, a nam zależy na kapitale stabilnym, a nie wędrującym – mówi poseł PiS Maks Kraczkowski. Otwartość deklaruje także SLD. – Jesteśmy za wprowadzeniem rozwiązań, które będą kreowały zmianę struktury długu publicznego, by jak najmniejsza jego część była w obcych rękach. Tak jak w Japonii, gdzie dług jest w rękach Japończyków – mówi Marek Wikiński z SLD.

Ekonomistom się podoba

Ostrożnie podchodzi do sprawy Platforma Obywatelska. – Nie możemy wprowadzać żadnych ulg, dopóki istnieje procedura nadmiernego deficytu. Ale fakt, że warto się zastanowić, co zrobić, aby ten portfel długu był bardziej zróżnicowany – mówi poseł PO Sławomir Neumann. „Nie”, choć z zastrzeżeniami, nie mówią też ekonomiści. – Należy wspierać wszystkie działania prowadzące do zmniejszenia naszego uzależnienia od finansowania naszych potrzeb pożyczkowych przez zagranicę. Ale akurat uważam, że ten zabieg będzie temu służył marginalnie – mówi prof. Jerzy Osiatyński, doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. Nie wiadomo bowiem, na ile pomysł zaskoczy i jaki miałby wpływ na rynek obligacji.

Na razie obligacje detalicznie sprzedawane bezpośrednio klientom indywidualnym to zaledwie około 1 proc. naszego długu. Tacy klienci mogą też kupować obligacje od nabywców hurtowych, np. banków, ale jaka jest tego skala, dokładnie nie wiadomo. Dlatego jeśli chcemy zostać drugą Japonią, wprowadzając ulgę od zysków z obligacji, czeka nas długi marsz.

Wzorem zadłużonej Japonii

Podatek Belki powinien być zniesiony dla osób kupujących obligacje na rynku pierwotnym. To pomysł, którego celem jest zwiększenie naszego bezpieczeństwa. Zwolnienie z tego podatku dałoby impuls do zmiany struktury zadłużenia, bo bardziej opłacałoby się kupować polskie papiery skarbowe. Dlaczego Japonia ma spokój, mimo że jej dług do PKB przekracza 200 proc. Dlatego, że olbrzymia większość papierów skarbowych rządu japońskiego jest w rękach samych Japończyków. Nawet jeśli dochodzi do poważnych zawirowań na świecie to nic złego się z japońskim długiem nie dzieje.

My możemy mieć problemy, bo nasz dług jest w sporej części w rękach inwestorów z zagranicy. Wtedy gdy pojawia się jakaś niepewność, wycofują się z naszych papierów skarbowych, a ich rentowności rosną. Inwestorzy zagraniczni wycofują się też z naszej waluty, jej wartość spada, czyli rośnie wartość długu w obcej walucie. Takie zwolnienie nie musiałoby być stałe, mogłoby być czasowe – do momentu osiągnięcia pożądanej struktury długu. Zdaję też sobie sprawę, że trzeba zbadać, na ile takie rozwiązanie jest możliwe z punktu widzenia reguł UE.