Wczoraj gorsze prognozy dla polskiej gospodarki przedstawili eksperci Invest-Banku i Citi, który w swej ocenie jest najbardziej pesymistyczny. Uważa, że przyszłoroczny wzrost nie przekroczy 1,9 proc. To o 1 pkt proc. mniej, niż przewidywał wcześniej.

Ekonomiści cięcie prognoz tłumaczą spowolnieniem w globalnej gospodarce, które w zgodnej opinii musi przełożyć się na Polskę. Niepewność i rozedrganie rynków próbuje uspokoić NBP, interweniując na rynku walutowym, bo duże wahania kursu złotego mogłyby jeszcze bardziej wpłynąć na spowolnienie wzrostu naszej gospodarki.

Marny popyt

– Na świecie od września nasilił się kryzys zaufania. Widzimy to w spadku indeksów giełdowych, osłabieniu walut państw wschodzących, spadku zamówień w przemyśle. Firmy gorzej widząc przyszłość, mniej inwestują i mniej zamawiają u zagranicznych partnerów. Robi się zamknięte koło, w środku którego jesteśmy także my – mówi Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości.

Z tego powodu obniżył prognozę wzrostu naszej gospodarki w trzecim kwartale o 0,5 pkt – do 3,2 proc. W jego opinii w tym roku PKB nie przekroczy 4 proc.

To dosyć optymistyczny pogląd, choć nadal podziela go kilku ekonomistów, w tym Adam Czerniak z Invest-Banku. Ale także on spodziewa się znacznego spowolnienia w czwartym kwartale – do 3,4 proc. Uważa, że najgorszy będzie początek przyszłego roku, kiedy wzrost PKB spowolni do 2,7 proc., a w całym 2012 r. do 2,9 proc.

– Wpływ na to będzie miało spowolnienie wzrostu konsumpcji i eksportu netto. Kraje UE, a przede wszystkim Niemcy, odczuwają spadek popytu na swoje towary ze strony rynków azjatyckich. Dlatego mniej będą zamawiały w polskich firmach – tłumaczy Adam Czerniak. – Do tego wyczerpały się możliwości wzrostu konsumpcji, bo wysoka inflacja nadal zjada oszczędności bieżące gospodarstw domowych – dodaje.

Z powodu spowolnienia znacznie wyhamują w przyszłym roku inwestycje przedsiębiorstw. Ekonomiści prognozują spowolnienie wzrostu w przyszłym roku przy w miarę korzystnych warunkach do 2,9 proc., z niemal 5 proc. w tym roku.

– Jednak gdyby warunki miały się znacznie pogorszyć, to nie będziemy mieli w przyszłym roku wzrostu inwestycji prywatnych – uważa Ignacy Morawski.

Konsekwencją będzie spadek rentowności przedsiębiorstw, mniejsza ich zyskowność. Ale eksperci nie obawiają się fali upadłości, bo firmy nauczone kryzysem 2009 r. w tym roku budowały sobie poduszkę bezpieczeństwa w postaci oszczędności.