Najbardziej wzrosły rentowności obligacji 5- i 10-letnich. Sięgają ponad 20 pkt bazowych. Dziesięciolatki kosztują ponad 5,9 proc., a pięciolatki 5,26. A jeszcze kilka tygodni temu były one na poziomie poniżej 5 proc. Najmniejsze zmiany dotyczą obligacji dwuletnich.

Niepewność bije w dług

Główna przyczyna to niepewność co do losów strefy euro i obawy o spowolnienie światowej gospodarki. – Mieliśmy bardzo duży odpływ kapitału z rynków wschodzących do bezpiecznych przystani. Inwestorzy wycofali 3 mld dolarów i część tych pieniędzy przypadła na Polskę. Przeważyły strach i niepewność – mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Odwrót inwestorów osłabił też złotego. I to kolejny czynnik wzrostu rentowności. – Gdy słabnie złoty, obniża to popyt na obligacje – mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku.

Ale były też przyczyny wewnętrzne. Rada Polityki Pieniężnej dała jasno do zrozumienia, że nie ma mowy o obniżkach stóp procentowych, a takie oczekiwanie pojawiało się wcześniej na rynku. – Zostało zdyskontowane przez inwestorów. Gdy się okazało, że na obniżki nie ma co liczyć, trend się zmienił – mówi analityk BPH Piotr Żółtowski.

MF kupi przyszły dług

Przyczyną jest także polityka, choć jest to czynnik najbardziej dyskusyjny. Przebieg kampanii wyborczej pokazuje, że nie ma pewności, kto i w jakiej konfiguracji będzie tworzył przyszły rząd i czego się można spodziewać. A to pogłębia niepewność na rynkach.

– Taka premia polityczna w całej skali podwyżek jest niewielka – zauważa jednak Janusz Jankowiak. A zdaniem Jakuba Borowskiego wpływu polityki na rentowności wręcz nie ma. – Rynki wiedzą, że każdy rząd, który przyjdzie, będzie musiał zmniejszać dług i deficyt, bo nie będzie miał innego wyjścia – uzasadnia swoją opinię.

Jeśli rentowności wciąż będą rosły, może to zwiększyć koszty obsługi długu. Dlatego Ministerstwo Finansów działało wyprzedzająco – do tej pory zrealizowało 92 proc. potrzeb pożyczkowych na ten rok, większość do sierpnia, gdy rentowności spadały.

Dzięki temu w tej chwili ma na kontach 44 mld zł. To nieco mniej niż w wakacje, gdy było to 50 mld zł, ale wciąż trzy-, czterokrotnie więcej niż zwykle. W dodatku suma ta pozwala nie pożyczać do końca roku w razie załamania na rynku papierów skarbowych.

Resort finansów informował w piątek, że do końca roku przewidziano zaledwie cztery przetargi sprzedaży obligacji, z czego jeden to obligacje Banku Gospodarstwa Krajowego dla Krajowego Funduszu Drogowego. Ministerstwo chce na nich pozyskać od 2 mld do 8 mld zł.

– Oferta w planie została dostosowana do zmiennej i niepewnej sytuacji rynkowej, co umożliwi elastyczne reagowanie na tę sytuację. Podaż obligacji długoterminowych została wstrzymana do czasu większej stabilizacji na rynkach światowych – wyjaśnia rzecznik MF Małgorzata Brzoza.

Do tego MF chce się zabrać do wykupu obligacji przyszłorocznych i chce do końca tego roku zorganizować przetargi zmiany obligacji, których termin wykupu mija także w przyszłym roku. Tak robił już w zeszłym roku. Teraz zaczyna wcześniej, aby mieć jak największy margines swobody.

Rekordowe pożyczki

Przyszły rok ma być rekordowy, jeśli chodzi o potrzeby pożyczkowe brutto, czyli konieczność pożyczania, aby zaspokoić potrzeby przyszłorocznego budżetu oraz obsłużyć dług z lat poprzednich. Mają one wynieść 175 mld zł. Tak duża suma potrzeb pożyczkowych brutto to efekt kumulacji spłaty zadłużenia z lat światowego kryzysu finansowego – 2009 i 2010.

Potrzeby pożyczkowe netto mają wynieść 47,5 mld zł. To pieniądze, które trzeba pożyczyć, aby obsłużyć budżet w przyszłym roku. W kolejnych latach mają się zmniejszać. W 2013 r. potrzeby te mają wynieść 25,5 mld zł, w 2014 r. – 33,4 mld zł, a w 2015 r. – 43,6 mld zł.

Są one niższe niż planowane wcześniej. W przyjętych w kwietniu założeniach do budżetu 2012 r. potrzeby pożyczkowe netto planowano następująco: 49,2 mld zł w 2011 r., 51,9 mld zł w 2012 r., 32,1 mld zł w 2013 r. oraz 35,1 mld zł w 2014 r.