George Michael na scenie, razem z nim kilkudziesięciu najwyższej próby muzyków z filharmonicznej orkiestry symfonicznej. Wszystko w oprawie najlepszej jakości nagłośnienia i oświetlenia. A na widowni 30 tys. fanów brytyjskiego muzyka, którzy bez problemu dostali się na miejsce koncertu – stadion wybudowany na potrzeby Euro 2012 – zaparkowali w jego pobliżu auta, a po występie szybko wrócili do domu. To nie literacka fikcja, ale całkiem realne założenie biznesowe.

Po zakończeniu miesięcznych zmagań piłkarzy stadiony wcale nie muszą stać puste i niszczeć – może je przejąć show-biznes. Nową infrastrukturą już interesują się organizatorzy imprez masowych. Ich zdaniem w naszym kraju może się odbywać rocznie nawet 10 koncertów największych gwiazd światowej muzyki. Przychody, jakie generowałaby tylko sprzedaż biletów na tego typu imprezy, szacuje się na 150 mln zł. Do tego dochodzą wpływy hoteli i gastronomii.

Nad dużym stadionowym koncertem pracuje właśnie Grzegorz Furgo, właściciel agencji Kontakt. To on ściągnął do polski Tinę Turner w 2000 roku, Ricky’ego Martina trzy lata później, a na początku tego roku Pink Floyd. – Tym razem będzie to zespół rockowy, który wystąpi w gdańskiej Baltic Arenie. Negocjujemy warunki umowy, więc nie mogę zdradzić, o kogo chodzi, ale bez wątpienia występ tej grupy wypełni gdański stadion po brzegi (niewykluczone, że mowa o kalifornijskim zespole Red Hot Chili Peppers, który w sierpniu wydał nową płytę i wkrótce wyruszy w trasę promującą materiał – red.) – mówi „DGP” Furgo. Piłkarska infrastruktura otwiera zupełnie nowy rozdział w działaniach polskich organizatorów imprez masowych. – Już teraz nie ma problemu, by ściągnąć do nas pierwszoligowe gwiazdy. Ale dzięki nowoczesnym stadionom, zapleczu hotelowemu i gastronomicznemu takich imprez może być znacznie więcej – tłumaczy szef Kontaktu.

Do tej pory Polska mogła zaproponować artystom występ na warszawskim lotnisku Bemowo czy przestarzałym chorzowskim Stadionie Śląskim. Teraz po jego renowacji oraz dzięki obiektom w Gdańsku, Poznaniu, Warszawie i we Wrocławiu możemy się już pochwalić innym standardem. – Mamy potencjał do organizowania rocznie 8 – 10 dużych imprez w skali europejskiej. Lokalizacje stadionów bez wątpienia przyciągną fanów ze Skandynawii, z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Czech czy Rosji – przekonuje Furgo. Już teraz obywatele tych państw z roku na rok coraz liczniej przyjeżdżają np. na gdyński Open’er Festival, który dzięki temu stał się jedną liczących się w Europie imprez muzycznych.