– Na nabywców czeka 200 – 250 hoteli i obiektów noclegowych – wylicza Andrzej Szafrański, analityk rynku. Ich liczba do końca roku może wzrosnąć do 300. Doradcy zajmujący się pośrednictwem na rynku nieruchomości, z którymi rozmawiał „DGP”, odbierają coraz więcej telefonów z prośbą o pomoc w znalezieniu kupca. A tych jest jak na lekarstwo.

Jak wylicza Andrzej Szafrański, od początku roku sprzedanych zostało zaledwie kilka hoteli za kwotę 250 mln zł. Ruchu w interesie nie widać.

– Problem polskiego rynku polega na tym, że większość wystawionych na sprzedaż hoteli to inwestycje spekulacyjne. Miały dać zwrot w ciągu czterech lat, ale tak się nie stało. Wiele z nich ma złą lokalizację i nie jest wystarczająco duża – zauważa Jacek Piasta z Instytutu Hotelarstwa.

To efekt budowania hoteli w pośpiechu na fali zapowiadanych wzrostów obłożenia związanych z Euro 2012. Tymczasem przyszedł kryzys i zmusił hotelarzy do obniżki cen średnio o 25 proc., co obniżyło ich zyski. Do tego już dziś wiadomo, że napływ turystów do Polski w związku z mistrzostwami będzie mniejszy niż oczekiwano. Wiele hoteli znalazło się na granicy bankructwa i zdecydowało się na sprzedaż. Brakuje jednak inwestorów. Sieci nie są zainteresowane kupnem obiektów nie mających więcej niż 50 pokoi, w dodatku usytuowanych w mniejszych powiatowych miastach. One poszukują obiektów liczących przynajmniej 100 pokoi i to w aglomeracjach. Poza tym wystawione na sprzedaż hoteliki są za drogie. Ich ceny oscylują w okolicy 10 – 15 mln zł. Nasi inwestorzy są w stanie zapłacić połowę. – Przykładem może być małopolski hotel dysponujący 70 pokojami, 3 salami konferencyjnymi i Wellness & Spa. Został wyceniony na 19 mln zł. Poszedł za 8 mln zł – opowiada Jacek Piasta.

Na takie transakcje godzą się ci, co nie mają wyjścia. Inni, jak np. właściciel pięciogwiazdkowego hotelu Podewils w Gdańsku, kiedy nie znalazł chętnego na wyceniony na 19,6 mln zł obiekt, wycofał się z transakcji.

Skoro hoteli nie można sprzedać, można oczekiwać, że będą zmieniały charakter swojej działalności. Najłatwiej jest je przeznaczyć na domy spokojnej starości. – Oferują one usługi hotelarskie, tyle że długoterminowe. Do tego można liczyć na stuprocentową frekwencję i wypływy, bo pobyt opłacany jest z emerytury – zauważa Jacek Piasta. Dlatego chętnych na adaptację hoteli na ten cel będzie przybywać.

Innym pomysłem może być zamiana na cele biurowe lub mieszkaniowe. Taki los czeka np. hotel Harctur na warszawskiej Ochocie, w miejsce którego właściciel postanowił stworzyć apartamentowiec. – Można też hotele przekształcać w akademiki. Ten pomysł staje się coraz bardziej popularny w związku z rozwojem prywatnych uczelni. Nadaje się do tego zarówno nieruchomość położona w centrum, jak i na obrzeżach miasta – uważa Andrzej Szafrański.