Wielka Mlekovita połyka właśnie mały Susz. Mleczarnia z warmińsko-mazurskiego to producent m.in. sera salami, twarogowego, mleka i masła. Spółdzielnia z ponad 100-letnią tradycją radziła sobie całkiem nieźle, aż do czasu, kiedy dwa lata temu branży zajrzał w oczy kryzys: mleczarnia musiała zrezygnować z kupna specjalistycznych samochodów do przewozu mleka. To podcięło jej skrzydła.

Mlekovita przejmuje Susz, bo – jak mówi Dariusz Sapiński, prezes Mlekovity – chce zwiększyć swoje moce produkcyjne. Nie zamierza jednak zdradzić żadnych szczegółów transakcji. Sapiński twierdzi, że to Susz poszukiwał spółdzielni, z którą mógłby się połączyć. Transakcja zostanie dopięta, kiedy wyda na nią zgodę Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Decyzji można się spodziewać w połowie października.

Susz to już kolejne trofeum w najnowszej historii Mlekovity. Wcześniej przejęła ona mleczarnię w Kościanie, która w 2010 r. osiągnęła ponad 180 mln zł przychodów.

Czy inne małe spółdzielnie czeka nieuchronnie los Susza?

– Wszystko zależy od tego, czy potrafią się wyspecjalizować. Tym o profilu ogólnym będzie znacznie trudniej przetrwać – mówi „DGP” Edmund Borawski, prezes Mlekpolu, drugiej największej po Mlekovicie spółdzielni mleczarskiej w Polsce. Podkreśla, że przygląda się rynkowi pod kątem przejęć, jednak nie chce zdradzać szczegółów. Jego ostatnim nabytkiem było przejęcie Rolmleczu w 2008 roku.

Zdaniem Edmunda Borawskiego łączenie się z mniejszymi spółdzielniami może być jedynie preludium do o wiele większych transakcji. Analitycy nie mają wątpliwości, że branża stoi przed koniecznością fuzji dużych podmiotów. O tym jednak najwięksi gracze na razie nie chcą myśleć. Nawet najmniejsi bronią swojej niezależności. Dopiero trudna sytuacja rynkowa jest w stanie zmusić ich do ustępstw.

Proces konsolidacji – jak twierdzą eksperci – jest jednak nieuchronny. Obecnie na rynku funkcjonuje blisko 150 mleczarni, a za kilka lat może pozostać jedynie 20. Jeszcze kilka lat temu działało ich niemal 300.