- Szwajcarski Bank Narodowy użył ostatniej broni, obiecując, że będzie sprzedawał franka każdemu nabywcy w każdej ilości po stałym kursie. Nawet, jeśli decyzja SNB wywoła wojnę walutową, bank nie miał większego wyboru i musiał działać decydująco i radykalnie: luźna polityka pieniężna w USA i Europie napełniła kieszenie inwestorów gotówką, którą boją się lokować gdzie indziej niż w walutach uważanych za bezpieczne lub w złocie - czytamy.

Umacniający się frank, podcinał szwajcarski eksport i sektor turystyczny. Wcześniej bank skupował waluty za franki, bez efektu, ponosząc straty księgowe. Interweniował  też obniżając LIBOR. Wczorajsza decyzja nie wymaga mobilizowania rezerw walutowych, choć nie wiadomo jeszcze czy to dobry pomysł.

- Odsiew napływów kapitałowych może uczynić CHF tym bardziej atrakcyjnym, a kontrola napływu kapitału w kraju tak bardzo zależnym od sektora finansowego jak Szwajcaria nie wchodzi w grę - zastrzega gazeta. - Szwajcarzy odczują skutki kreacji podaży pieniądza w postaci inflacji, sztucznego zawyżenia wyceny aktywów lub obu tych skutków naraz.

Na razie większym zagrożeniem dla kraju jest deflacja, więc Szwajcarzy akceptują „mniejsze zło”.  - Jednak rosnąca inflacja może z czasem zaszkodzić konkurencyjności ich eksportu, którą cel ma ochronić; żadne gwałtowne wzrosty cen aktywów nigdy żadnej gospodarce nie wyszły na dobre - ostrzega "FT".

Wczorajsza decyzja SNB może też zachęcić inne kraje do naśladownictwa. Podobne obawy ma "Guardian", zwracając uwagę na Brazylię, która wprowadziła już kontrolę przepływów kapitału. - Po to, by jedna waluta mogła spaść, inna musi zwyżkować - podsumowuje "Guardian", który ostrzega przed dalszym wzrostem cen złota.