Zgodnie z przyjętymi przepisami firmy handlujące gazem na terenie Polski nie muszą posiadać u nas magazynów. Mogą je tworzyć na terenie UE lub krajów EFTA (Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu). Warunkiem jest, aby w sytuacji kryzysowej dostarczyły je do kraju w ciągu 40 dni. Ale żaden polski organ nie jest w stanie kontrolować umów zawartych między importerami gazu a firmami zarządzającymi magazynami poza Polską.

– Zapisy liberalizują rynek, bo otwierają go na inne firmy poza PGNiG – mówi Antoni Mężydło z PO, wiceprzewodniczący sejmowej komisji gospodarki, który nadzorował prace nad ustawą.

Otwarcie rynku może się okazać pozorne. Jeśli importer przepisy chce potraktować uczciwie, to w sytuacji kryzysu energetycznego nie będzie w stanie wywiązać się z obowiązku dostarczenia do Polski dużej ilości gazu w ciągu 40 dni. Nasz kraj ma za mało połączeń transgranicznych, a istniejące mają już w pełni zarezerwowaną przepustowość.

Ale jeśli importer przedstawi fikcyjną umowę na magazynowanie gazu np. w Niemczech, to polski operator przesyłowy Gaz-System będzie musiał ją przyjąć, bo nie ma prawa do jej weryfikacji. Nie jest też w stanie kontrolować wszystkich połączeń transgranicznych – np. połączeniem w Słubicach zarządza tylko niemiecka spółka.

Nieuczciwe traktowanie zapisów ustawy spowoduje, że gra rynkowa nie będzie równa dla wszystkich podmiotów. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo będzie musiało ponosić koszty utrzymywania magazynów gazu, a importerzy już nie. Koszty polskiej firmy będą więc wyższe niż podmiotów zagranicznych.

Kolejny kontrowersyjny zapis zwalnia z tworzenia zapasów gazu firmy, które sprowadzają gaz na własne potrzeby. Tu też sprawa nie jest jasna. Orlen czy Lotos, które mają możliwość samodzielnego importu gazu, nie mogą tego zrobić, bo jako przedsiębiorstwa strategiczne nadal muszą utrzymywać magazyny tego paliwa. Nie są więc w stanie obniżyć kosztów. – To zmiana, która sprawia, że liberalizacja rynku gazowego jest pozorna. Niekorzystne zapisy będziemy się starali zmienić w Senacie – mówi Agata Staniewska, ekspert ds. gazu z PKPP Lewiatan.

Z magazynów gazu mogą za to zrezygnować zakłady chemiczne. Teoretycznie wkrótce będą mogły kupować tańszy gaz, jaki Niemcy importują z Rosji, ale jest to trudne, bo większość możliwości przesyłowych zarezerwował PGNiG. Jeśli więc zakłady chemiczne opróżnią swoje magazyny i powtórzy się kryzys gazowy z 2009 r., o dostarczenie paliwa zwrócą się do PGNiG. Ten albo im go sprzeda i pozbawi ciepła miliony odbiorców indywidualnych, albo nie sprzeda i skaże branżę chemiczną na śmierć.

PRAWO

Magazynowanie gazu według nowej ustawy

Zgodnie z przyjętą 31 sierpnia ustawą przedsiębiorstwo handlujące gazem może utrzymywać zapasy tego paliwa poza terytorium Polski – na terytorium państwa członkowskiego UE lub Europejskiego Porozumienia o Wolnym Handlu (np. Islandia, Szwajcaria, Norwegia i Liechtenstein).

Będą to mogły robić w instalacjach magazynowych przyłączonych do systemu gazowego, pod warunkiem że parametry techniczne instalacji i sieci będą zapewniać możliwość dostarczenia całkowitej ilości utrzymywanych poza terytorium Polski zapasów obowiązkowych gazu ziemnego do sieci przesyłowej lub dystry­bucyjnej krajowej w okresie nie dłuższym niż 40 dni.