Wskaźnik opracowany przez Goldman Sachs dla amerykańskich firm realizujących większość przychodów na rynkach wschodzących spadł od kwietnia o 15 proc., czyli w największym stopniu od czasu ożywienia na rynkach w 2009 roku, I tak na przykład notowania Avon Products, potentata w branży kosmetycznej, który co najmniej trzy czwarte zysków operacyjnych realizuje na rynkach wschodzących, spadły w zeszłym miesiącu w Nowym Jorku o 15 proc. Z kolei niemiecki Siemens, który w ciągu pięciu lat podwoił sprzedaż na tych rynkach, stracił we Frankfurcie 21 proc. swej wartości rynkowej, czyli najwięcej od października 2008 roku. 

W czasie recesji w USA od grudnia 2007 roku do czerwca 2009 roku, tzw. kraje BRIC – Brazylia, Rosja, Indie i Chiny - stały się siłą napędową globalnej gospodarki. Chińskie PKB rosło w tempie 7,9 proc., kiedy gospodarka amerykańska wciąż notowała spadki. I chociaż od tego czasu na wschodzące rynki przypada aż 85 proc. tempa wzrostu globalnej gospodarki, kraje BRIC-s wyraźnie teraz zwolniły po podniesieniu swoich stóp procentowych dla zdławienia inflacji, rozbuchanej m.in. wskutek pakietów stymulacyjnych wartości 870 mld dolarów w dobie kryzysu finansowego. 

„Boom zainicjowany przez posunięcia polityczne ostatnich lat z pewnością nie szybko się powtórzy” – mówi Stpehne King, główny ekonomista HSBC Holdings w Londynie - „Trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób gospodarki wschodzące mogłyby tym razem przyjść (globalnej gospodarce) z odsieczą”.

Gospodarki wschodzące najpewniej „unikną twardego lądowania, ale nie będą w stanie przyjść z pomocą reszcie świata” – twierdzi Joachim Fels, główny ekonomista Morgan Stanley w Londynie. Bank już w zeszłym miesiącu obniżył prognozę wzrostu gospodarek rozwijających się w przyszłym roku z 6,7 proc. do 6,1 proc.

To i tak optymistycznie. Gospodarka RPA, która formalnie w grudniu zostanie przyjęta do grupy BRIC-s, zanotowała bowiem w drugim kwartale wzrost na poziomie 1,3 proc. PKB, czyli najniższy od dwóch lat.