Część europejskich banków, które posiadają greckie obligacje, zaniża straty, jakie poniosą w wyniku niewypłacalności Aten. Tak twierdzi w liście do Europejskiego Urzędu Rynków i Obligacji Hans Hoogervorst, prezes Międzynarodowego Biura Standardów Księgowości (IASB). Banki robią to, by wykazać, że ich kondycja finansowa jest lepsza niż w rzeczywistości.

Francuski bank BNP Paribas i najważniejszy francuski ubezpieczyciel CNP Assurances zastosowały model wyliczania strat zakładający poprawę kondycji finansowej Grecji. Dzięki temu ich strata na obligacjach Aten wyniosła zaledwie 21 proc. Z kolei Royal Bank of Scotland, który do wyliczeń zastosował bieżącą cenę greckich obligacji na rynku wtórnym, straty oszacował na 51 proc. ceny, w sumie aż 733 mln funtów. Różnice w metodologii opisał „Financial Times”.

– Tak duże różnice są przedmiotem naszego ogromnego zaniepokojenia. Wskazują, że europejskie instytucje finansowe potrzebują znaczącego dokapitalizowania – uznał Hoogervorst. Przesłanie takiego ostrzeżenia jest w historii IASB wydarzeniem bezprecedensowym.

W sobotę podobną tezę postawiła szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) Christine Lagarde. Zaapelowała o pilne zwiększenie kapitału unijnych banków. Jej zdaniem to warunek przywrócenia szybkiego tempa wzrostu gospodarczego. Komisja Europejska oraz rządy niemiecki i hiszpański zakwestionowały to stanowisko.

Zdaniem Hoogervorsta problem w tym, że Bruksela nie wyznaczyła bankom żadnego modelu, który pozwoliłby obliczyć straty wynikające z obniżenia wartości obligacji.

Z analizy przeprowadzonej przez Citibank wynika, że łącznie wszystkie banki europejskie odpisały 3,1 mld euro na inwestycjach w greckie obligacje. Gdyby jednak zastosowały metodologię RBS, musiałyby się przyznać do dodatkowych strat 6,6 mld euro. Najbardziej obciążyłyby one francuski bank BNP (dodatkowo musiałby odpisać 2,1 mld euro), belgijską Dexię (1,9 mld euro) oraz niemiecki Commerzbank (959 mln euro).

Straty na inwestycjach w greckie obligacje mogą być jednak o wiele większe. Nie jest bowiem pewne, czy dojdzie do zatwierdzenia nowego pakietu pomocowego dla Grecji, którego część (50 mld euro) miały udźwignąć prywatne instytucje finansowe. Warunkiem powodzenia mechanizmu jest jednak przystąpienie do porozumienia przynajmniej 90 proc. unijnych banków. Tymczasem dwa państwowe niemieckie banki, FMS Wertmanagement i Erste Abwicklungsanstalt, które przejęły od prywatnych instytucji finansowych (w szczególności banku Hypo) greckie obligacje o wartości aż 8,5 mld euro, do tej pory nie zdecydowały się na udział w programie.

– Porażka porozumienia oznaczałaby bankructwo Grecji i mogłaby wywołać podobny efekt co upadek Lehman Brothers w 2008 roku: banki przestałyby sobie pożyczać nawzajem i straciłyby płynność – uważa Lionel Gerault, analityk banku BNP.

Jak komentuje japoński bank Nomura, aby ustrzec się przed taką ewentualnością, europejskie banki skorzystały z polityki taniego pieniądza prowadzonej przez Rezerwę Federalną i przejęły aż 41 proc. (225 mld dolarów) środków wyemitowanych w ramach strategii quantitative easing (QE2) prowadzonej przez szefa amerykańskiego banku centralnego Bena Bernankego. Tak duże fundusze mają być poduszką, która zamortyzuje skutki ewentualnej niewypłacalności Aten, w tym całkowitej utraty wartości greckich obligacji.