– Przybywa osób gotowych zainwestować kilka czy kilkanaście tysięcy złotych. Na przestrzeni ostatniego roku ich grupa zwiększyła się przynajmniej o 20 proc. – twierdzi Konrad Szukalski, wiceprezes domu aukcyjnego Agra-Art. To samo mówią jego koledzy z branży. – Kolekcjonerzy znowu wyszli na łowy i poszukują coraz droższych dzieł – przyznaje Juliusz Windorbski, prezes DESY Unicum, która w lipcu sprzedała prywatnemu inwestorowi obraz Józefa Brandta „Pieśń zwycięzców” za 1,1 mln zł.

A jeśli nie mamy takich pieniędzy na inwestycje? Eksperci podpowiadają, że najlepiej rokują polska sztuka, srebra i meble. Cena antyków spadła na skutek kryzysu średnio o 10 – 20 proc. w zależności od asortymentu, co oznacza, że już wkrótce trzeba oczekiwać odbicia. Dowodem na to jest coraz mniejsza liczba pojawiających się na rynku dzieł. Ich właściciele wolą przetrzymać je w zbiorach, by za jakiś czas z zyskiem sprzedać. Dobry zarobek można osiągnąć po 5 – 7 latach.

– Największe spadki cen miały miejsce w segmencie mebli. W Polsce można je dziś kupić najtaniej w Europie – mówi Marek Lesiewicz, prezes rady nadzorczej domu aukcyjnego Rempex. Jego zdaniem nadszedł dobry czas, aby zaopatrzyć się w biedermeierowskie meble z pierwszej połowy XIX wieku już za 5 – 6 tys. zł. Te według niego będą najlepszą lokatą kapitału.

Poza meblami eksperci doradzają zakup wyrobów użytkowych ze srebra. W tej chwili można znaleźć stare rzeczy, których cena jest tylko o 20 – 30 proc. wyższa od tej, którą można za nie uzyskać w skupie złomu. Ryzyko inwestycji jest więc niewielkie. – Polecam zakup polskiego i rosyjskiego srebra z XIX i XX wieku. Jest bardziej unikatowe, a przez to będzie szybciej nabierało wartości. Jest go coraz mniej na rynku, przy czym chętnych przybywa – tłumaczy Kondard Szukalski. Dodaje, że już teraz za to srebro trzeba zapłacić dwa, a niekiedy nawet trzy razy więcej niż za angielskie czy niemieckie z tego samego okresu.

Wśród perspektywicznych rzeczy jest też polska sztuka malarska, zwłaszcza ta będąca dziełem autorów Młodej Polski. Najtańsze, kosztujące 5 – 8 tys., są rysunki. Za obraz np. Axentowicza czy Wyczółkowskiego trzeba już zapłacić 30 tys. zł. Choć zdarzają się i okazje.

– Tej sztuki również jest mało na rynku. To oznacza, że z czasem będzie zyskiwała na wartości. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku dzieł takich autorów jak Malczewski. W latach 60. jego obraz można było nabyć za urzędniczą pensję. Dziś jest wart 0,5 mln zł – tłumaczy Marek Lesiewicz.