Dzień rozpoczął się jednak od złych wieści z parkietów dalekowschodnich. Spadły wszystkie główne indeksy poza Szanghajem (wzrost o 1,52 proc.). Nie były to jednak silne spadki. Żadna spośród giełd w Australii, Hongkongu, Indiach, Japonii i na Tajwanie nie obniżyła się bardziej niż o 1 proc.

Lepiej rozpoczęły się także notowania na Starym Kontynencie. Większość na otwarciu odnotowała wzrosty. Sytuacja pogarszała się jednak z godziny na godzinę i tuż przed rozpoczęciem pracy na parkietach w Stanach Zjednoczonych większość była już na minusie. Z dużych giełd najwięcej – ponad 9 proc. – tracił w pewnym momencie mediolański FTSE MIB.

W sukurs inwestorom przyszły wieści zza Atlantyku. Lepsze, niż oczekiwano, okazały się dane o bezrobociu w USA, a konkretnie liczbie wniosków o zasiłki dla pozbawionych zatrudnienia. Średnia oczekiwań w tygodniu zakończonym 6 sierpnia wynosiła 405 tys., zaś ujawnione dane mówią o zaledwie 395 tys. aplikacji. To najlepszy wynik od początku kwietnia.

To wystarczyło, by europejskie rynki nabrały wiatru w żagle. Na zamknięciu większość była już na plusie. Londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 3,11 proc., frankfurcki DAX – o 3,28 proc., paryski CAC 40 – o 2,89 proc., zaś giełda w Mediolanie z 9-proc. spadku w okolicach południa odbiła się do 4,1-proc. wzrostu na zamknięciu.

Nieźle radziły sobie też giełdy w naszym regionie. Najsilniej – o 4,53 proc. – wzrósł warszawski WIG 20. Zielonym kolorem zakończył się też dzień w Czechach, Rosji i na Węgrzech. Spadły indeksy w Bukareszcie oraz Kijowie; w tej ostatniej metropolii aż o 4,11 proc.

Za giełdami Starego Kontynentu poszły także rynki amerykańskie. Podstawowe indeksy rozpoczęły czwartkową sesję od zwyżkowań.

– Akcje wyglądają tanio, choć nie ma wiadomości sugerujących, że inwestorzy powinni się obawiać mniej lub bardziej niż dzień wcześniej – tłumaczył agencji Bloomberg przyczyny wzrostów Henrik Drusebjerg z kopenhaskiego oddziału banku Nordea. Kolejne dni mogą być równie chwiejne.