Najważniejsi decydenci państw Zachodu robili, co mogli, by odsunąć spodziewaną na poniedziałek giełdowo-walutową katastrofę. Japońskie ministerstwo finansów wystosowało kontrolowany przeciek do miejscowej agencji prasowej Kyodo, by zapowiedzieć dalsze kupowanie amerykańskich papierów dłużnych. Do tej decyzji japoński minister finansów Yoshihiko Noda miał przekonywać także partnerów z grupy G7 podczas zapowiadanej na noc z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu telekonferencji.

Rzym w strachu

Za podobną decyzją Europejskiego Banku Centralnego w stosunku do papierów włoskich lobbował z kolei szef EBC Jean-Claude Trichet. Wszystko po to, by nie dopuścić do sytuacji, w której po poniedziałkowym otwarciu rynków dojdzie do niekontrolowanego wzrostu rentowności obligacji Włoch.

W piątek rentowność 10-letnich papierów dłużnych emitowanych przez Włochy przekroczyła wartość analogicznych obligacji hiszpańskich (6,146 proc. do 6,065 proc.). Innymi słowy Rzym jest bardziej zagrożony krachem niż Madryt. Przerażony premier Silvio Berlusconi tego samego dnia, po przeprowadzeniu wielu rozmów telefonicznych z przywódcami Francji, Hiszpanii i Niemiec, ogłosił przyspieszenie tempa naprawy finansów publicznych.

Już w 2013 r., a więc rok wcześniej niż do tej pory zakładano, Rzym ma zejść poniżej poziomu 3 proc. deficytu budżetowego, co pomoże opanować 120-proc. dług publiczny.

– Świat wkroczył w globalny kryzys finansowy. Sytuacja jest bardzo trudna – przyznał włoski przywódca. Rząd ma m.in. zapisać w konstytucji wymóg przyjmowania zrównoważonego budżetu, otworzyć zamknięte do tej pory zawody w ramach liberalizacji sfery usług i przyspieszyć reformę służby zdrowia. Konkrety mają zostać opracowane do końca sierpnia.

Złe wróżby

Niewykluczone zresztą, że minister finansów Giulio Tremonti nie będzie musiał długo współpracować z nielubianym przez siebie premierem. Nowym szefem rządu ma zostać technokrata, były unijny komisarz Mario Monti, który przeprowadzi Włochy przez najbardziej niepopularne decyzje.

Wczoraj Monti zabrał głos na łamach „Corriere della Sera”. „Rynkom zawdzięczamy to, że rząd wreszcie otworzył oczy i zdecydował o niektórych niezbędnych krokach” – napisał wczoraj włoski ekonomista.

Plany Rzymu komentował też komisarz UE ds. gospodarczych i walutowych Olli Rehn. – Jest ważne, by Włochy starały się zapewnić zaufanie rynków. Z tego powodu z zadowoleniem przyjmujemy informacje o przyspieszeniu redukcji deficytu – powiedział Rehn w wywiadzie dla dziennika „Financial Times Deutschland”. Rehn wyraził również optymizm, mówiąc, że we wrześniu uda się wprowadzić decyzje podjęte na nadzwyczajnym szczycie krajów strefy euro z 21 lipca. – Techniczne przygotowania będą ukończone najpóźniej na początku września. Akceptacja parlamentów nastąpi we wrześniu – powiedział.

Spadnie dolar?

Ekonomiści i inwestorzy z niepokojem oczekiwali na poniedziałkowe otwarcie parkietów. W tym kontekście złą wróżbą były sobotnio-niedzielne notowania otwartych giełd bliskowschodnich. W niedzielę działało dziesięć parkietów państw islamskich i Izraela. Dziewięć zakończyło dzień kilkuprocentowymi spadkami.

Na największym minusie znalazł się izraelski indeks TA-100. Notowania w Tel Awiwie zostały nawet zawieszone na kilka godzin przy stanie minus 6,1 proc. Nie pomogło. Po wznowieniu pracy ceny akcji wciąż spadały, by zamknąć dzień z wynikiem minus 7,2 proc., najgorszym od listopada 2008 r.

Iskierką nadziei, że załamanie cen akcji będzie jedynie chwilowe, była tylko giełda w Rijadzie, która po gwałtownym spadku w sobotę wczoraj zyskała skromne 0,08 proc. Niestety to Tel Awiw, a nie Rijad, jest zazwyczaj uznawany za papierek lakmusowy przed otwarciem Nowego Jorku, Londynu czy Frankfurtu.

Izrael ze wszystkich gospodarek regionu jest najsilniej sprzężony z USA i Unią Europejską, m.in. przez rozmiary wzajemnych inwestycji i handlu zagranicznego.

Zawirowania wydają się też nieuniknione na rynku walutowym. Specjaliści oczekiwali dalszego spadku kursu dolara wobec franka szwajcarskiego i japońskiego jena. Zachowanie euro było już jednak zagadką, ponieważ degradacja Stanów Zjednoczonych będzie miała reperkusje dla notowań najbardziej zadłużonych państw strefy euro.