Frank rośnie, bo na rynku panuje ogromna nerwowość. Inwestorzy szukają bezpiecznych przystani, część z nich gra spekulacyjnie.

– W kolejnych dniach możemy testować 3,70 zł za franka. Wszystko zależy od rozwoju sytuacji w USA. Złe dane z USA paradoksalnie umocniły dolara, jena i franka, a osłabiły euro, a wraz z nim złotego – mówi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

Wczoraj o godz. 16 pojawiły się dane o indeksie ISM dla amerykańskiego przemysłu. Spadł do poziomu 50,9 pkt, gdy eksperci oczekiwali 54,9 pkt. Spowodowało to gwałtowną reakcję rynku, który już wcześniej oczekiwał nerwowo na wieczorne głosowania w Kongresie USA w sprawie zwiększenia limitu zadłużenia. – Sytuacja jest tak napięta, że już nie potrzeba dramatycznych informacji, wystarczą złe. A frank jest bezpieczną przystanią – wyjaśnia Marcin Turkiewicz, szef dilerów walutowych BRE. Dlatego także euro było wczoraj najsłabsze w historii. Płacono za nie jedynie 1,1 franka. Osłabiło się o ponad 3 proc.

Dodatkowo na tak duże umocnienie franka mogło wpłynąć to, że wczoraj w Szwajcarii był dzień wolny, przez co płynność tej waluty była mniejsza i łatwiej było manipulować kursem. – Dziś poznamy indeks PMI dla przemysłu i sprzedaż detaliczną w Szwajcarii. Inwestorzy zobaczą na ile wysoki kurs osłabił, gospodarkę tego kraju. Od tego będzie zależała wycena walut we wtorek – mówi Rogalski. Drugą decydującą informacją będą reakcje agencji ratingowych po decyzjach w Kongresie USA. Wcześniej S&P umieścił rating Stanów na liście obserwacyjnej i wyraził oczekiwania, że plan cięć budżetowych sięgnie 4 bln dolarów, a nie 2,5 bln dolarów o których dyskutuje Kongres.

Im lepsze informacje napłyną z USA, tym lepiej dla Europy i złotego. Inwestorzy wrócą na rynki wschodzące, nie będą też trzymać się bezpiecznych lokat. Nadzieją dla 1 mln kredytobiorców zadłużonych w walutach jest także ustawa antyspreadowa, którą jutro zajmie się Senat. Ma im umożliwić spłacanie rat walutą zakupioną w kantorach i bankach, które oferują najniższe stawki.