Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo domaga się wzrostu cen gazu o ponad 5 proc., a Urząd Regulacji Energetyki uważa, że taka podwyżka byłaby zbyt duża. Podobnie twierdzą analitycy. Peter Csaszar z KBC Securities przyznaje, że wzrost cen gazu jest nieunikniony z uwagi na rosnące koszty importu surowca z Rosji, ale skala podwyżki powinna być niższa. – Oczekujemy podwyższenia taryf o 1,5 proc. – podkreśla.

Wiele wskazuje na to, że negocjacje z URE mogą się toczyć jeszcze długo. Takiego scenariusza nie wyklucza Agnieszka Głośniewka, rzecznik URE. – Postępowanie trwa i ciężko określić, kiedy się zakończy. Może ono potrwać nawet jeszcze miesiąc lub półtora – tłumaczy. Jak podkreśla, zgodnie z przepisami regulator ma 60 dni od momentu złożenia wniosku taryfowego na zakończenie całej procedury. URE ma jeszcze sporo czasu. – Poza tym w sytuacji gdy proces taryfowy się komplikuje, możemy po uprzednim zawiadomieniu wnioskodawcy przedłużyć cały proces – dodaje Agnieszka Głośniewska.

Zdaniem ekspertów właśnie taki scenariusz wydaje się bardzo realny. Tym bardziej że regulator jest bardzo stanowczy wobec żądań PGNiG. Początkowo koncern chciał podwyżki od maja, ale URE odrzucił wniosek, a spółka musiała złożyć kolejny. Tym razem nowa taryfa miała wejść w życie 1 czerwca. Urząd jednak nie zatwierdził wniosku na czas, czyli do 17 maja. PGNiG nie poddaje się i liczy, że podwyżka wejdzie jeszcze w czerwcu. Jak wyjaśnia bowiem Sławomir Hinc, wiceprezes spółki, z formalnego punktu widzenia wprowadzenie nowej taryfy może nastąpić w dowolnym dniu po upływie 14 dni od wydania decyzji przez URE. – Będziemy kontynuować negocjacje – zapowiada Hinc.