Za niespełna dwa tygodnie batalię o nasze portfele rozpocznie globalna marka T-Mobile, która zastąpi znaną od 15 lat Erę. By przypodobać się klientom, wyda nawet 100 mln zł. Tydzień później do medialnej ofensywy z budżetem kilkudziesięciu milionów złotych przystąpi Plus. Razem z Orange i Playem, które nie będą przyglądać się bezczynnie konkurentom, sieci komórkowe wydadzą w tym roku na kampanie marketingowe nawet 500 mln zł.

Reklamy nie wystarczą, żeby zatrzymać klientów na dłużej. Promocyjnej ofensywie, jakiej polski rynek nie widział od dawna, towarzyszyć będzie nowa strategia walki o klienta. Operatorzy będą kusić abonentów większą liczbą minut i dostępem do internetu w komórce. Po raz pierwszy w rozgrywce telekomów nie będzie drastycznych obniżek cen.

Na komórkowej wojnie najwięcej zyskają klienci przedłużający umowy, ale niekupujący aparatów z dużą zniżką albo za symboliczną złotówkę. Operatorzy dadzą im więcej czasu na rozmowy i lepsze pakiety internetowe. Plus w najnowszych taryfach, które wejdą od 13 czerwca, zaoferuje abonentom o 15 proc. więcej darmowych minut i dwa razy większy pakiet internetowy bez limitu, po którego przekroczeniu trzeba dopłacać za dostęp do sieci. Orange już zaoferował zostającym klientom nawet o 40 proc. lepsze warunki. Pakiety minut powiększył też Play. Teraz w taki sam sposób zaatakuje T-Mobile, wprowadzając nielimitowane rozmowy w swojej sieci na całym świecie i niższe stawki za internet za granicą. Eksperci zwracają uwagę, że klienci dostają bonusy, które operatorów nic nie kosztują, czyli limity darmowych rozmów w ramach własnej sieci.

Dostaniemy więc więcej, ale na pewno nie zmniejszą się nasze rachunki za komórki. Z danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej wynika, że w ciągu ostatnich sześciu lat średni koszt abonamentu spadł z ponad 140 zł do 75 zł. W najtańszych ofertach płacimy średnio 35 zł, czyli prawie dwa razy mniej niż średnia w Unii Europejskiej. Operatorzy nie chcą już obniżać cen, bo to pogorszyłoby ich wyniki finansowe.

Na granicy rentowności

– Wojny cenowej nie będzie, bo byłaby ona nieracjonalna z punktu widzenia wyników spółek. Operatorzy będą poprawiać ofertę, zwiększając liczbę minut w ramach własnej sieci, czyli tam, gdzie ich to nic nie kosztuje. Można powiedzieć, że w ten sposób nie zarobią, ale też niczego nie tracą. Wartością, jaką uzyskują, jest natomiast to, że klient będzie czuł się ważny i zadowolony. I nie pójdzie do konkurencji – tłumaczy Waldemar Stachowiak, analityk Ipopemy Securities.

Dodaje, że poprawa oferty będzie najbardziej widoczna dla przedłużających umowy bez telefonu. – Operator oszczędza i może podzielić się korzyścią z klientem – tłumaczy.

Wszyscy operatorzy deklarują, że nie będą już agresywnie walczyć obniżkami cen, bo często balansują one na granicy opłacalności.

Nowe podejście, czyli troskę o już posiadanych klientów dzięki lepszej ofercie wymusza układ sił na rynku. – Możemy mówić o fazie głębokiej dojrzałości, kiedy najważniejsze jest utrzymanie klienta i zwiększenie jego satysfakcji – mówił niedawno Jarosław Bauc, prezes Polkomtelu, operatora sieci Plus, zapowiadając nadchodzące zmiany w ofercie.

Zarówno szef Plusa, jak i prezesi pozostałych operatorów: Maciej Witucki z TP, Miroslav Rakowski z PTC, a nawet wciąż głównie walczący o klientów konkurencji Joergen Bang-Jensen z P4, powtarzają jak mantrę: – Klienci, którzy z nami zostają, mogą liczyć na więcej.