Aplikacje dające dostęp do aktualnych informacji o rozkładzie jazdy pociągów czy kinowego repertuaru stały się standardowym wyposażeniem smartfonów. Dla większości z nas to użyteczne narzędzia, z których szybko i wygodnie się korzysta. Ale oprogramowanie jest także nienasyconym zbieraczem danych o użytkownikach, do których chcą zyskać dostęp wielkie koncerny, firmy marketingowe, a nawet banki. Jeśli mają szansę na odniesienie korzyści handlowych, żadna informacja nie jest zbyt błaha do przeanalizowania.

Aplikacja Color wypuszczona niedawno przez start-up z Krzemowej Doliny wrzuca do jednej puli zdjęcia robione przez użytkowników znajdujących się niedaleko siebie lub często kontaktujących się ze sobą. W ten sposób na poczekaniu tworzy nowe sieci społecznościowe. Ale program zbiera też dane z wbudowanego w komórkę chipu GPS, żyroskopu i akcelerometru, by dokładnie określić, gdzie znajduje się użytkownik telefonu, z jaką prędkością się porusza, a nawet w jaki sposób trzyma aparat. Kolejne użyteczne okruchy danych dostarczają informacje o warunkach oświetlenia podczas robienia zdjęć oraz rejestrowane przez mikrofon dźwięki otoczenia. – Dzięki temu nasza aplikacja potrafi precyzyjnie podpowiedzieć, kto z naszych internetowych znajomych jest blisko nas – mówi twórca programu Bill Nguyen.

Sukces to właściwe pytanie

Smartfony, sieci społecznościowe i inne przejawy naszej cyfrowej działalności generują ogromne ilości danych. W technologicznym żargonie pojawił się już termin: big data (wielkie ilości informacji). Zamiast przyglądać się wyselekcjonowanym cząsteczkom danych, teraz firmy mogą przestudiować cały ocean informacji oraz naszych zachowań. W miarę rozwoju rynku analizy, tradycyjne wartości zarządzania – jak doświadczenie i instynkt – zastąpią intensywne przetwarzanie danych i jeszcze dokładniejsze komputerowe symulacje. – Jedną z kluczowych umiejętności menedżerów przyszłości będzie zadawanie właściwych pytań – uważa ekspert nowych technologii Tim O’Reilly.

Nowe źródła danych, poza nowoczesnymi komórkami, obejmują sieci społecznościowe, blogi i wszelkie inne treści generowane w internecie. Filtry wyłapują wszystko: od natężenia ruchu w sieci przez czas spędzony online po rytm serca użytkownika (jeśli ma się zainstalowaną stosowną aplikację). Większość informacji jest na razie chaotyczna. – Bez technologii ich analizowania i weryfikowania, często w czasie rzeczywistym, cenne sygnały gubią się w tym zgiełku – mówi Michael Olson. Jego firma, Cloudera, sprzedaje technologie do przedzierania się przez te ogromne pokłady informacji. Już korzystają z nich Yahoo i Facebook.

Nawet te firmy, które działają w branżach ukierunkowanych na kreatywność, coraz mocniej zawierzają analizie ogromnych ilości danych. Zynga, producent bardzo popularnych gier online (m.in. FarmVille), uważa, iż dzięki szczegółowemu poznaniu poczynań graczy, nawet tych niezwiązanych z graniem, będzie w stanie udoskonalić swoje produkty. – Wyjątkowość cyfrowych danych polega na tym, że z każdym dniem przybywa interesujących nas informacji – mówi Theresia Gouw Ranzetta z firmy venture capital Accel Partners, która inwestuje w internetowe start-upy.

Pozyskiwanie danych stało się nową gorączką złota. Możliwość obserwowania nowych sposobów zachowania online, które pojawiły się dzięki takim portalom, jak Facebook i Twitter, sprzyja tworzeniu nowych fortun. Ale firmy z tradycjami też idą za tą modą. Amerykański gigant sprzedaży detalicznej Wal-Mart włączył się do walki, kupując Kosmix, niewielką firmę z Doliny Silikonowej, która napisała program filtrujący potok wpisów na Twitterze. – Analizowanie przez Wal-Mart zachowań klientów ograniczało się dotychczas do historii zakupów oraz przyzwyczajeń w wyborze towaru – mówi Gouw Ranzetta, zasiadająca w zarządzie Kosmix. W niedalekiej przyszłości Wal-Mart będzie znał także zainteresowania klientów oraz ich pozazakupowe preferencje.