– Nie istnieje zagrożenie dla ciągłości dostaw paliwa lotniczego w warszawskim porcie lotniczym – zakomunikowały w piątek Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze (PPL) i spółka Petrolot zaopatrująca w paliwo samoloty na Lotnisku Chopina. Taki scenariusz był możliwy, bo od 30 kwietnia przestała obowiązywać dotychczasowa umowa pomiędzy firmami.

Gwarantowała ona Petrolotowi wyłączność na eksploatację bocznicy kolejowej. To nią właśnie cysterny dowożą paliwo do portu.

Inne firmy do tej pory nie mogły dostarczać paliwa do portu na Okęciu. PPL wypowiedziało umowę, aby dopuścić konkurencję. Tyle że przy okazji zrezygnowało z usług jedynej firmy, która miała licencję na przewóz paliw tą bocznicą. Takiego dokumentu wymaga prawo kolejowe. Porty Lotnicze, choć są właścicielem bocznicy, nie zdążyły uzyskać dla siebie licencji, a konkurencyjne dla Petrolotu firmy nie mają na miejscu odpowiednich instalacji. Teraz nawet Petrolot nie ma już odpowiedniego dokumentu, bo jego licencja straciła ważność po wypowiedzeniu umowy przez PPL.

Firmy nie wytłumaczyły, jak rozwiązały problem braku certyfikatu. Mówią tylko, że rozmowy będą kontynuowane. A to może oznaczać, że przewozy paliwa po 30 kwietnia będą się odbywać z naruszeniem prawa. Urząd Transportu Kolejowego, który wystawia certyfikaty na przewóz paliw, nie skomentował sprawy. Ma to zrobić w poniedziałek.